#435. Dlaczemu cz.9

Czasem czuję się jak kosmita, bo niby oczywiste rzeczy dla wielu znajomych, czy ludzi w moim otoczeniu są normalne, a dla mnie takie zachowania zakrawają o patologię. Dlaczego dorośli oczekują od dzieci umiejętności obsługi urządzeń bez pokazywania im, jak się to robi? I pal licho, jeśli kończy się to najwyżej śmiechem. Wielu dorosłych jest zbulwersowanych, że ich kilkuletnia pociecha nie potrafi obsłużyć urządzenia, które od blisko dekady nie jest w użytku i z którym mają do czynienia pierwszy raz. Najgorzej jest, kiedy ta sama osoba wymaga od ciebie zrozumienia, gdy uczysz go/jej używania czegoś nowego „bo to pierwszy raz i nie potrafi”.

Twoje dziecko też nie potrafiło, ale to nie przeszkadzało ci zmieszać je z błotem przy obcych ludziach.

Skąd wzięła się normalizacja takiego piętnowania dzieci, bo nie wiedzą jak zrobić coś, co, drogi rodzicu, powinieneś ich nauczyć? Naprawdę tego nie rozumiem, ani nie potrafię zrozumieć. I może nawet nie powinienem próbować zrozumieć, bo takie zachowanie hoduje nam kolejne pokolenie sfrustrowanych ludzi.

Mefisto

#434. Kill It With Fire

Zanim zacznę opisywać grę, czuję się zobowiązany, aby poinformować o fakcie, iż ten tytuł jest o pająkach, dlatego nie nadaje się on dla osób z arachnofobią. Jeśli cierpisz na tą fobię lub po prostu nie lubisz pająków to polecam pominąć ten wpis, a całą resztę zapraszam do czytania.

Kill It With Fire to bardzo nietypowy tytuł, który zagościł w mojej kolekcji dzięki hojności Humble Bundle. Ściągnąłem go, ponieważ chciałem przetestować Steam Decka. Przyznam, że nie miałem zbyt wielu oczekiwań co to tej gry, ale pozytywnie mnie ona zaskoczyła – chyba z racji swojej nietypowości.

Kill It With Fire to tytuł, gdzie wcielamy się w rolę eksterminatora. Pajęczego eksterminatora. Naszym zadaniem jest ganianie za przerażającymi stworkami (wydającymi urocze dźwięki) i mordowanie ich za pomocą dostępnych bronii lub przedmiotów, które akurat znajdowały się pod ręką. Do wyboru mamy, między innymi, pistolet, miotacz ognia (zrobiony z zapalniczki i lakieru do włosów), shurikeny, miecz świetlny, a także listę naszych zadań do wykonania (i to była moja ulubiona broń, bo zawsze była pod ręką i cele gry były zawsze na wierzchu ;)).

Generalnie to na tym polega cała gra: mamy mapkę przedstawiającą jakiś dom/biuro/itd., gdzie poukrywane są pająki. Naszym zadaniem jest, przy użyciu specjalnego, pajęczego detekora, je znaleźć i wyeliminować za pomocą dowolnej broni, jaką mamy pod ręką. Nie musimy przejmować się zniszczeniami domu, ani przedmiotów. Naszym celem jest pozbycie się nieproszonych gości, choćby wszystko miało stanąć w płomieniach.

Kill It With Fire to ciekawa, aczkolwiek nieco dziwna gra. Spodziewałem się, że będę miał po niej mieszane uczucia, bo jednak za pająkami średnio przepadam, ale w tym wypadku bawiłem się przednio. Wiem, brzmi to trochę strasznie, bo jednak pająki też ludzie i można było je eksmitować mniej brutalnie, ale z drugiej strony po to są gry, aby spróbować czasem zrobić coś inaczej. 😉

Także polecam każdemu, kto nie ma oporu ganiać i zabijać pająki.

Mefisto

#433. Chaos czyli u nas normalnie

Dzień dobry wieczór!

Czuję się, jakby coś intensywnie turlało się po mnie przez ostatnie tygodnie. Najpierw Smoczyński rozwalił sobie wargę, potem Ferbik ucho, następnie Smoczyński dostał zapalenia uszu i skończył w szpitalu, Ferbik za to drapał swoje ucho i co chwilę kończył z krwotokiem, a w trakcie tamowania jednego krwotoku spanikował i przypadkiem urwaliśmy mu ogonek… Teraz Całość jest chora i nijak nie widać poprawy. Mnie też coś powoli łapie, ale staram się trzymać, bo jak wszyscy się rozłożymy to będzie kiepsko.

Mój wrześniowy urlop zaczął się po prostu świetnie! 😂

Jak zapewne już słyszeliście, odeszła Elżbieta II – królowa Zjednoczonego Królestwa. Dla mnie i Całości był to niemały szok, bo żadne z nas nie spodziewało się tego. Aczkolwiek patrząc na to, że dosyć niedawno odszedł jej małżonek, to zrozumiałe, że nie miała siły już dalej walczyć. Szkoda tylko, że jej śmierć przypada na tak niestabilny okres na świecie. Zobaczymy, jak to wszystko dalej się potoczy.

W naszym życiu codziennym trochę się pozmieniało, a trochę pozmienia się w najbliższym czasie. Ze wzlędów zdrowotnych trochę się nam przesunęło w czasie przerabianie salonu, aczkolwiek aktywnie planujemy i powoli zbieramy materiały. Byliśmy w IKEI obejrzeć wymarzoną szafkę i będzie w sam raz na aparaty i akwaria. Tak, będą dwa akwaria (Całość nie ma nic w tej kwestii do gadania :P): jedno słodkowodne, a drugie słonowodne. Oczywiście to drugie pojawi się później. Całość za to chce mieć małe krewecie. Tak, byliśmy w zoologicznym i Całość zobaczyła, pokochała i dała mi pozwolenie na krewecie. 😀

W ostatnich miesiącach złożyłem aplikację o działkę i ostatnio mieliśmy szansę obejrzeć wolny slot. Niestety okazał się za duży i zbyt zapuszczony, ale niedaleko pokazano nam mniejszy, również zaniedbany slot, który wydaje się w sam raz dla nas. Musimy tylko poczekać do połowy października, ponieważ osoba, która wynajmuje tą działkę dostała ostatnie ostrzeżenie na uprzątnięcie. Jeśli tego nie zrobi to będziemy mieć szansę na wynajem. Postanowiliśmy poczekać, bo i tak czekaliśmy trochę czasu, a ten slot jest naprawdę świetny pod względem wielkości i jako nieliczny ma ogrodzenie, co będzie świetne w trzymaniu Smoczyńskiego pod kontrolą. 😀 Także trzymajcie kciuki, aby nam się udało! 🙂

Działka ma spełnić dwa główne wymogi: pomóc nam poprawić trochę nasze zdrowie i zapewnić smaczne warzywa i owoce. Mamy już plany, co i jak chcemy zasadzić, zostaje nam tylko poczekać. Chociaż Smoczyński już się cieszy – tym bardziej, że kupiliśmy mu dziecięce rękawiczki ogrodowe i czuje się częścią działkowej drużyny. 😉

Po ponad roku czekania dotarł do mnie nareszcie Steam Deck. Yay! Naprawdę się z niego cieszę, bo jest dosyć wygodny, solidny i da się na nim pograć w sporą ilość gier (w tym w Cyberpunka). Jestem naprawdę pod wrażeniem. Smoczyński zresztą też, bo póki co grał na nim więcej niż ja. 😛

Udało mi się przejść jedną grę na nim i chociaż moje zdolności grania na padzie są okropne, to na Steam Decku gra się dosyć przyjemnie. Do tego można otworzyć zwykły pulpit i używać jako zwykłego komputera. Trochę to niekomfortowe, ale możliwe. 😀 Z oceną urządzenia wstrzymam się jednak póki nie przejdę innej gry na nim, aby móc oprzeć opinię na czymś więcej niż jednej prostej grze. 😉

Mieliśmy w planach adopcję kolejnego ptaszka, jako towarzystwo dla Ferbika, ale niestety kobieta od ptaszków się nie odezwała, więc nastąpiła mała zmiana planów, o której napiszę w październiku. 😉

Myślę, że to wszystkie wiadomości, jakie wydarzyły się w ostatnim czasie. Większość naszego czasu poszła na chorowanie (jak zawsze), więc dużo się nie działo, aczkolwiek najważniejsze rzeczy (dla nas) powoli zaczynają wchodzić w życie. 🙂

Trzymajcie się ciepło i do następnej notki!

Mefisto

#432. No Place Like Home

No Place Like Home to gra, która nie wydawała mi się z początku aż tak ciekawa, ale ostatecznie wciągnęła mnie w swój nietypowy świat. W tym tytule zajmujemy się farmą naszego dziadka, a zarazem sprzątamy świat po tym jak ludzkość zagraciła go do granic możliwości i uciekła mieszkać na stacji kosmicznej. To w sumie brzmi jak prawdopodobny scenariusz (pod warunkiem, że wynaleziemy sposób, aby tyle osób trzymać na raz w kosmosie). Została wydawa w marcu 2022, jednakże w nieukończoną wersję można było grać już wcześniej.

Naszą główną bohaterką jest Ellen. Czekała ona na swoją kolej na przyjęcie na stację kosmiczną, jednakże brak komunikacji ze strony ukochanego dziadka skłonił ją do powrotu na Ziemię. Na miejscu zaczynamy naszą pełną przygód akcję poszukiwawczą. Oczywiście wszystko jest przepełnione śmieciami, więc nasze zadanie jest utrudnione o tyle, że aby gdzieś dotrzeć, musimy posprzątać tonę odpadków.

Na nasze szczęście mamy specjalny plecak działający niczym bezdenny odkurzacz. Możemy nim zasysać wszystkie śmieci. Niektóre te bardziej oporne trzeba wpierw rozłupać naszym wiertłem. I w tej kwestii bywa różnie, bowiem do niektórych gór śmieci potrzebujemy silniejszych wierteł. Z tym problemem udajemy się do Rudy’ego – młodego wynalazcy, który w zamian za przetwory i płody rolne z naszej farmy zapenia nam potrzebne ulepszenia.

Oczywiście warto też wspomnieć, że pieniądze nie mają już znaczenia i nową walutą są głównie przetwory oraz produkty żywnościowe.

Generalnie celem gry jest spotkanie dawnych przyjaciół naszego dziadka, którzy powoli będą nas kierować we właściwym kierunku. Oczywiście w zamian za pomoc z ratowaniem danych lokacji przed kompletnym zniszczeniem lub skażeniem. Nie ma nic za darmo. Aczkolwiek nasze nowe znajomości pomagają nam brnąć dalej, poznajemy nowe ulepszenia dla naszej farmy, nowe sposoby na wykorzystanie naszych płodów rolnych (na przykład zamienienie go w pożywny posiłek pozwalający nam biegać szybciej) i sposoby na hodowanie bezpańsko kręcących się po okolicy zwierząt: kurczaków, kaczek krów, świń oraz owiec. Mamy też możliwość adopcji bezpańskich psów, kotów, szopów oraz robotów.

Każde z powyższych stworzeń i urządzeń ma możliwość „produkowania” dla nas jedzenia lub przedmiotów. Są one głównie potrzebne do kupowania ulepszeń albo produkcji przedmiotów/żywności, dzięki której możemy to ulepszenie kupić.

Gra posiada też wiele innych walorów takich jak możliwość hodowli roślin, powiększania i dekorowania domu naszego dziadka, zadanie poboczne jakim jest szukanie gadającego kurczaka Sir Corneliusa. Ponadto możemy recyklingować zebrane śmieci, a płody rolne przerabiać na przetwory. Możemy też organizować imprezy dla naszych zwierzaków, a nawet zakładać im wszelakie czapki.

Czy polecam tę grę? Oczywiście! Chociaż nie wydawałoby się, wciąganie śmieci odkurzaczem na plecach Ellen to niesamowicie wciągająca rzecz i przyznam się bez bicia, że jednym z moich celów w No Place Like Home było sprzątnięcie jak największej ilości śmieci. I chyba mi się to udało, bo zebrałem zdecydowaną większość (chociaż wydaje mi się, że zebrałem wszystko, co się dało). Bawiłem się przy tym tytule świetnie i nie żałuję ani chwili spędzonej pośród tego bałaganu. Cieszę się nawet, że mogłem przywrócić tym krainom trochę ich dawnej świetności.

Mefisto