#296. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.22 – Pakt

Dotarcie do domu Japesia zajęło mu chwilę. Jake szybko znalazł się na górze i dzięki kluczom do mieszkania bezproblemowo wszedł do środka. Nie spodziewał się jednak nagłego ataku wściekłego Smoka, który uderzył w niego z taką siłą, że jego ciało opadło nieprzytomne na ziemię, a jego duchowa energia zaczęła swym mrokiem okalać mieszkanie.

– Cień! – wydarł się spanikowany duch i wleciał pod stół. Smok warczał groźnie strosząc sierść na swoim grzbiecie. Prastary wiedział, że Cień mógł dotrzeć do nich tylko przez Japesia, więc spodziewał się najgorszego.

Stwór z zaskoczenia zaatakował Smoka i tym razem to on wypadł ze swojej ziemskiej powłoki. Jego aura rozlała się po pokoju tak samo jak aura Cienia, jednak wydawała się mniej dusząca. Dwa byty krążyły przez chwilę po suficie, ścianach i podłodze polując na siebie nawzajem, jednak oboje, nie wykazując bojowych chęci, zaprzestali zabawy w kotka i w myszkę.

– Myślisz, że pozwolę ci się tu tak panoszyć? Gdzie jest Wędrowiec? – krzyknął Prastary, a podmuch energii otoczył rozległą postać łowcy. Ten zaśmiał się jedynie i wrócił do swojej ludzkiej formy. Mimo wszystko wolał mieć jakiś kształt niż rozlewać się po suficie.

– Bezpieczny. Nie zamierzam go w to mieszać. Przynajmniej póki co. Oddaj mi ducha i zapomnimy o całym zajściu. – rzekł do przedwiecznej bestii, w której aż wrzało. Widać średnio podobało mu się uprowadzenie jego podopiecznego i włamanie się do jego mieszkania. Jedyne, co mogło mu się podobać to fakt, że szlag w końcu trafiłby tego upierdliwego ducha.

– Jaką mam pewność, że mnie nie oszukasz? – warknął znowu, a podmuch energii zachwiał Cieniem. Smok jednak trochę ochłonął widząc, że jego przeciwnik ani trochę nie wykazuje woli walki i wrócił do swojego psiego ciała, do którego zdążył się już przyzwyczaić.

– Zależy mi tylko na duchu. – Jake rozłożył ręce. – Poza tym nie mam zamiaru z tobą walczyć, Smoku. Chcę tylko dokończyć powierzone mi zadanie.

– Normalnie to bym ci na to pozwolił, ale Wędrowiec zadecydował, że to ja mam ukarać tę pierdołę. – Prastrary spojrzał na ducha, który wiedział doskonale, że co by nie wyszło i tak miałby przerąbane. Dzień sądu nadszedł i teraz ustalany był sędzia: młot albo kowadło.

– To trochę komplikuje wszystko, bo ten duch został przydzielony do mnie i to ja powinienem się nim zająć. Aczkolwiek mogę być otwarty na pewne propozycje. – Cień skrzyżował dłonie w oczekiwaniu na odpowiedź Smoka. Tymczasem zjawa wiedziała już dokładnie, że ta dwójka była o krok od stworzenia unii przeciwko niemu.

– Co powiesz na pakt? – zaproponował Prastary siadając przed Jake’em. Ten kiwnął głową. – Jeżeli będziesz przy mnie przy wymierzaniu kary, będzie można uznać, że w niej uczestniczyłeś.

– To prawda. – mruknął Cień. – Zależy to jednak od tego w jaki sposób zamierzasz go ukarać. Czy jest coś, co mógłbym uznać za wystarczający powód, aby go nie pożreć?

– Zlitował się nad nim Wędrowiec. – odparł Smok, a Jake kiwnął jedynie głową.

– Masz jakiś plan, jeśli chodzi o karę? – Prastrary doczłapał do Cienia i przedstawił mu na ucho swój pomysł, który sprawił, że chłopakowi aż oczy zaświeciły z ekscytacji. Duch patrzył na nich oboje i obgryzał ze strachu duchowe paznokcie. Dogadali się. Gorzej już być nie mogło!

18.05.2020_01-08-16

– Myślę, że mogę zaakceptować takie rozwiazanie. Jak długo ci to zajmie? – mruknął wielce zadowolony i spojrzał na trzęsącą się pod stołem, eteryczną postać. W życiu nie sądził, że kiedykolwiek będzie dogadywał się z jakimkolwiek Smokiem, ale tego nawet zaczął lubić po tym, jak usłyszał jego pomysł. W sumie wydał mu się nawet lepszy niż pożeranie ducha.

– Jeszcze kilka tygodni. Potrzebuję kilku rzeczy, które są trudno dostępne. W szczególności dla psa.

– Rozumiem. – odparł krótko Cień.

– W takim razie gdzie jest Japeś? – zapytał Prastary przechodząc do najważniejszej dla niego kwestii. W końcu źle to by wyglądało w jego biografii, gdyby znalazła się tam wzmianka o zgubieniu swojego podopiecznego albo, nie daj magio, o pożarciu go przez Cień.

– U mnie. Śpi zalany w trupa. Zwrócę ci go jutro. Masz moje słowo. – odparł zbierając się do wyjścia. – Jakbyś mógł, nie mów mu na razie, że jestem Cieniem. To może skomplikować wiele rzeczy.

– Nie powiem. I trzymam cię za słowo. Jeśli on jutro tutaj nie wróci to nawet Rada Najwyższych cię przede mną nie ocali. – warknął groźnie Smok nim Cień z zawadiackim uśmiechem wyszedł z mieszkania.

Mefisto

#295. Z pamiętnika borowika

Dzień dobry wieczór!

Moim standardowym zwyczajem nie wiem, co mam napisać. A fakt, że siedzimy zamknięci w domu wcale nie ułatwia tego wszystkiego, bo wszystko się wydaje takie samo. 😂

No dobra… Zacznijmy od moich studiów. Moja ocena końcowa z pierwszego modułu informatyki to 80%. Zabrakło mi 5% do wyróżnienia i jestem zły na siebie. W ostatniej pracy zrobiłem masę małych i głupich błędów przez co dostałem za nią 70%. Całość starała się mnie pocieszyć, że sam w końcu mówiłem, że jeśli dostanę 70% to będzie dobrze. W trakcie pisania tej pracy sąsiedzi dawali w nam kość, miałem zaległości w nauce, Smoczyński był chory, a ja miałem do tego zapalenie płuc. No i Całość ma pod tym względem rację, że przy takiej ilości nieszczęść 70% to dobry wynik.

Mimo tego gryzie mnie to końcowe 80%, bo wiem, że mogłem się bardziej postarać, dlatego zweryfikowałem mój sposób pisania prac, aby unikać małych i głupich błędów. W ten sposób moja pierwsza praca z kolejnego modułu z informatyki została oceniona na 92%. Czyli jakaś poprawa jest! 🙂

Teraz piszę drugą pracę i staram się tak bardzo, tak intensywnie, że zacząłem pisać governmeat zamiast government. Jeśli mój nauczyciel nie lubi obecnego rządu to jak nic dostanę 100%. 😂

Z matematyki jest akurat lepiej: z jednego modułu został mi do zrobienia egzamin, z drugiego mam 90%. 😀

Zrobiłem już trzy próbne testy z matmy (właściwie to są egzaminy z poprzednich lat) i wyszło mi kolejno 80%, 88% i 96%. Nie wiem jakim cudem wyszło mi tak idealnie o 8% więcej za każdym razem, ale w sumie to całkiem zabawne. 😂

Oczywiście musiałem się też trochę pocieszyć i podnieść na duchu, więc kupiłem kilka gier, które mnie ostatnio zainteresowały. Zgarnąłem więc Devil’s Hunt, które skojarzyło mi się trochę z Devil May Cry (i dlatego tą grę kupiłem :D). Dorwałem (w końcu!) Castlevania Anniversary Collection, gdzie będę mógł kontynuować przygodę rodu Belmontów. No i mam jeszcze grę Stoneshard, w której zachwyciła mnie grafika. Tak, dobrze czytacie: grafika. 😀 Kocham, wręcz uwielbiam taką grafikę, więc od razu przyjrzałem się rozgrywce i stwierdziłem, że może być.

Postanowiłem też ruszyć z moim małym projektem, nad którym myślałem już od dawna, ale w sumie dopiero teraz go zaczynam realizować. Chodzi mianowicie o to, że zamierzam powiesić nad monitorem jakąś tablicę i do niej przypinać różne przypinki, czy naszywki z gier, które opisałem na blogu. 😀

Chciałem kupić logo Jedi/Sith, ale mi przepadło, bo znalazłem je wieki temu i zapomniałem kupić. 😦 Jak zacząłem szukać logo Sithów to się zdziwiłem. Volkswagen, ACDC i Batman są po stronie Imperium. Kocham Aliexpress! 😂

Workspace 1_2020_05_24___01

Przypinkę w stylu SWTOR to chyba będę musiał jednak mieć zrobioną na zamówienie, bo nigdzie nie mogę znaleźć nawet nic podobnego. 😦

Jak już wcześniej zapowiadałem, zawieszam na razie oba Kąciki, bo do Podróżniczego brakuje mi materiałów, a Technicznego nie chcę prowadzić, aby odbiegał numerystycznie o podróżach. Zamiast tego wejdzie Japeś i będzie się pojawiał w pierwsze cztery środy miesiąca, aż do ostatniego rozdziału. 😀 Jak będziemy zbliżać się do końca to zdradzę Wam, co planuję dalej. 😉

A skoro jesteśmy przy Japesiu to powiem Wam, że Simsy są bardziej powalone niż moje opowiadanie.

18.05.2020_00-57-37

Japeś się śmiał przez sen i tyle czekałem na dobre ujęcie, że zrobił się dzień zamiast nocy. Mógłbym poczekać kolejną dobę, ale to był drugi raz jak wpakowałem Japesia Jake’owi do mieszkania, bo za pierwszym razem Jake wywalił Japesia za drzwi za „nieodpowiednie zachowanie” (czyli spanie w jego łóżku). 😂 Simsy piszą mi alternatywną historię!

Ostatnio zmywarka odmówiła posłuszeństwa. Właściwie to wywaliła korki, bo zaczęła się z niej lać woda. Uderzyliśmy do serwisu, bo wciąż jest na gwarancji, przyszedł serwisant i nic. Zmywarka śmiga w najlepsze. A ja póltorej tygodnia zmywam ręcznie i nie powiem jakie nowe przekleństwa z tego tytułu wymyśliłem. 😀 Okazuje się, że jeśli jakimś cudem woda zostanie na dnie zmywarki to może wycieć przez uszczelkę. To po co tam taką uszczelkę dali, która swojej funkcji nie spełnia? 😂

Na szczęście zmywarka póki co działa (i niech nie próbuje tego zmieniać!) i nie popuszcza w trakcie pracy. No załamałbym się, jakbym znowu musiał zmywać, bo zlew mamy tak mały, że ciężko miskę umyć, a my gotujemy w wielkich garach! 😛

Myślę, że to na tyle. Chyba i tak sporo jak na fakt, że większość czasu albo latam za Smoczyńskim, albo siedzę nad studiami. A miałem mieć więcej czasu na granie i pisanie bloga! Pffff! 😛

Mefisto

#294. Cztery lata blogowania

Trochę nie wierzę, że minął kolejny rok. Nie wierzę też, że minęły już cztery lata blogowania. Ale stało się, dotarliśmy do kolejnych blogowych urodzin, mamy za sobą kolejny niesamowicie wyboisty rok! Chociaż jak tak spojrzeć na ostatnie lata to widzę, że fabuła naszej opowieści się tylko rozpędza i aż strach pomyśleć, co się wydarzy za rok. 😀

Zgodnie z tradycją odsyłam Was do pierwszej notki, która się tutaj pojawiła oraz kolejno do pierwszych, drugich i trzecich urodzin bloga. Zobaczymy jak długi wężyk linków uda się zrobić. 😉

Jak myślę o tym wszystkim, co wydarzyło się w tym roku, to mam wrażenie, że ktoś siedzi gdzieś tam na górze i stopniowo zwiększa poziom trudności rozgrywki. No powiedzcie szczerze, że w tym roku czuwa nad nami jakiś wyjątkowy psychopata i oferuje nam istną przejażdżkę kolejką górską podczas naszego codziennego życia. Dzięki ci losie, że pilnujesz, aby nie było nam za łatwo! 😂

Staram się też spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy i widzę też pewne pozytywy. Udało mi się nie opuścić żadnej notki, czyli przez cały rok publikowałem notki w środy i niedziele. Miałem momenty, kiedy siedziałem przed pustą stroną i zastanawiałem się jak długo będę sam siebie przekonywał do pisania. Bo pomysł jest tylko coś chęci nie ma. Nauczyłem się jednak mentalnie kopać siebie w tyłek w tej kwestii, poganiać, aby iść z blogiem do przodu i powoli przenoszę tą technikę na inne aspekty życia.

Skoro umiem się kopać mentalnie, to stopniowo staram się osiągać więcej i iść dalej niż planowałem. Skoro mogę zrobić pierwszy krok, to mogę zrobić drugi, a skoro mogę zrobić drugi, to co trzyma mnie przed sprintem do przodu? No i zaczynam sprintować. Może nie dosłownie, bo wiele rzeczy wymaga precyzji, której nie da się osiągnąć w pośpiechu.

Chciałbym Wam bardzo mocno podziękować, że jesteście tutaj i kibicujecie mi w tym biegu. Przeszedłem z Wami tyle gier! Cóż, mam nadzieję, że w kolejnym roku również dotrzymacie mi towarzystwa. No i mam nadzieję, że jeszcze nie zwariowaliście tutaj ze mną! 😂

Jako że ten rok jest po prostu nienormalny to zostawiam Was ze zdjęciem mojego urodzinowego tortu autorstwa Całości. Myślę, że on świetnie oddaje to, co myślę na ten temat. 😉

img_20161105_193246

Mefisto

#293. Wędrowiec z Krańca Czasu cz.21 – O jeden drink za dużo

Japeś nie miał zbyt dużo doświadczenia z alkoholem. Na pewno nie pozytywnego. Dlatego widząc drink przed sobą nie był za bardzo skory do jego wypicia. Wiedząc jednak, że i tak nic by nie ugrał, upił łyk. Ku jego zaskoczeniu napój nie miał najgorszego smaku, nie wypalał gardła, ani nie wykręcał mu twarzy. Cokolwiek Jake zamówił, było to niezwykle dobre. Napił się jeszcze trochę delektując się smakiem.

– Miałem kiedyś chomika. Przypominał mi ciebie. – mruknął Jake oparty o swoją rękę. Patrzył z lekkim rozbawieniem jak Japeś w ciszy pochłania drink. – Cokolwiek mu się dało do pyska, wszystko wciągał. Ziarna, chleb, cukierki… Nawet gwoździe próbował. Miał przy tym taki zabawny wyraz twarzy jak ty teraz.

– Dlaczego mi to mówisz? – Japeś był szczerze zdziwiony tym porównaniem. Owszem, nie grzeszył urodą, ale chyba nie wyglądał jak napchany chomik. A może jednak wyglądał? W końcu tego dnia zapychał się wszystkim, co wpadło mu w ręce, aby tylko nie musieć się odzywać.

– Tak po prostu mi się skojarzyło. – odparł pijąc łyk swojego drinka. – Zresztą nieważne. I tak o tym za chwilę zapomnisz.

Wędrowiec chciał mu coś odpowiedzieć, ale poczuł dziwne zawroty głowy. W mgnieniu oka wszystko zaczęło wirować, a on czuł się coraz bardziej zmęczony. Nie był w stanie skupić się na niczym: wszystko zdawało się coraz szybciej od niego uciekać. Ostatnie, co pamiętał to to, że Jake pomagał mu wstać, ale uszy nie zarejestrowały już tego, co mówił.

Jake zabrał go do swojego samochodu zaparkowanego specjalnie na tą okazję na parkingu pod klubem. Wrzucił nieprzytomnego Japesia na tył wozu, a sam zajął miejsce kierowcy. Powoli ruszył w stronę swojego domu, który znajdował się na obrzeżach miasta. Chłopak był wyraźnie zadowolony z łowów. Tego dnia okazały się dla niego niesamowicie owocne.

Z racji późnej godziny szybko dotarł pod blok, w którym mieszkał. Wyciągnął Wędrowca z auta i sprawnie przetransportował go do windy. W ciągu chwili byli już w jego mieszkaniu. Jake położył nieprzytomnego chłopaka na łóżko.

Mieszkanie Jake’a było dosyć małe. Składało się z sypialni naprzeciw wejścia, po prawej była kuchnia, a po lewej łazienka. Wszędzie panował zorganizowany bałagan: rzeczy wlały się wszędzie tylko nie na wyznaczonych ścieżkach, po których chodził.

– Nie masz pojęcia jak bardzo się cieszę, że mogliśmy się dzisiaj spotkać. – uśmiechnął się do siebie zwycięsko. Jego jasnoniebieskie oczy aż błyszcały z ekscytacji. Zdjął z chłopaka ubranie wierzchnie i buty rzucając je pod ścianę przy drzwiach. To samo zrobił ze znajdującą się pod kurtką bluzą. Potem zajął się spodniami, przy których spędził trochę więcej czasu. Po co miałby się śpieszyć, skoro Japeś przez najbliższe kilka godzin będzie spał jak zabity?

W końcu dotarł do celu swojej podróży, chociaż kosztowało go to trochę wysiłku. Spodnie Wędrowca były nieco ciasne, aby Jake mógł spokojnie wyciągnąć z nich klucze i portfel, ale ostatecznie udało mu się do nich dotrzeć. Przyjrzał się uważnie jego dowodowi osobistemu, a najbardziej rubryczce „adres”. Rzucił potem przedmioty na górkę ubrań zatrzymując jedynie klucze.

Miał to, czego szukał, więc mógł w końcu zostawić Japesia w spokoju.

– Dziękuję za przechowanie mojej zguby. – mruknął do niego, a potem zbliżył się do drzwi. Otworzył je i spojrzał jeszcze raz na to nieprzytomne nieszczęście w jego łóżku. Uśmiechnął się rozbawiony.

18.05.2020_00-57-31

– Słodkich snów, Wędrowcze.

Mefisto

#292. Star Wars: The Force Unleashed II

32500_20190522210055_1

Zakasałem rękawy i wziąłem się za kontunuację The Force Unleashed wydaną przez LucasArts w październiku 2010. Tym razem, co muszę przyznać, twórcy postarali się bardziej i stworzyli grę, która opowiadała kawałek krótkiej, ale nie pociętej na kawałki historii. Pozwólcie, że Wam ją przedstawię.

Jako ciekawostkę dodam, że wyczytałem, iż nasz bohater Starkiller nazywa się Galen Marek.

Wszystko zaczyna się na planecie Kamino, gdzie Darth Vader klonował na potęgę naszego protagonistę. Wszystko po to, aby uzyskać idealnego klona, który pozbawiony byłby wspomnień Galena, co było przyczyną szaleństw wszystkich kopii. Spotykamy tam naszą postać będącą prawie idealnym klonem – prawie, bo wciąż czujemy coś do Juno i mimo wyraźnych rozkazów nie jesteśmy w stanie zniszczyć droida imitującego jej wygląd.

32500_20190522214902_1

Targany strzępkami wizjii z życia Starkillera uciekamy od swego mistrza i udajemy się na planetę o nazwie Neimoidia, gdzie według tego, co powiedział nam Vader, znajduje się Generał Kota. Tam mierzymy się z masą Szturmowców i wielgachnym potworem Gorogiem, aby ostatecznie uciec i po podróży „w poszukowaniu samego siebie” udać się do rebeliantów. Oczywiście po to, aby tym razem uratować Juno.

Przybywamy w momencie, gdy rozpoczyna się atak na flotę rebelii, więc sprężamy się i lecimy w te pędy, aby ratować wybrankę naszego serca. Niestety ubiega nas Boba Fett, który na zlecenie Mrocznego Lorda porywa blondynkę i wraca z nią na planetę Kamino.

Starkiller wraz z rebeliantami przypuszcza atak na fabrykę klonów. Nasz bohater porusza się po budynku na równi z oddziałami generała, ale ma tylko jeden cel: znaleźć Juno. Po długiej i nieco męczącej przeprawie udaje nam się dotrzeć do Vadera, gdzie toczymy zajadły pojedynek z naszym byłym mistrzem i masą nieudanych, krzyczących w śmieszny sposób klonów.

Gra daje nam możliwość dwóch zakończeń (jasnej i ciemniej strony), ale odniosłem wrażenie, że żadne nie kończy się tak do końca dobrze, jeśli weźmie się pod uwagę fabułę z filmu. Jednak tym razem poczułem się, jakbym przeszedł kawałek dobrej historii, która miała ręce i nogi. Chociaż przyznam, że jestem zawiedziony, bo zajęła mi ona 9 godzin (z czego trzy gra sobie po prostu chodziła, bo musiałem zrobić sobie przymusową przerwę).

Jeśli chodzi o mechanikę gry to nie zmieniła się ona ani trochę. W sumie to miły akcent, bo nie lubię uczyć się sterowania na nowo. Przy okazji samouczek pokazał nam nieco zaawansowanych ataków, do których musiałem w pierwszej częśći dotrzeć sam. Niestety zapomniałem jak się ulepsza postać, więc całą tą historię przeszedłem z tylko jedynym ulepszeniem. I, o dziwo, nie było jakoś szczególnie ciężko.

32500_20190522215801_1

W przeciwieństwie do pierwszej części Starkiller nie zmieniał co chwilę ubrań. To akurat było trochę zabawne – podczas czekania na załadowanie misji zastanawiać się, jak będzie ubrana Twoja postać. Tym razem miał na sobie trzy lub cztery stroje, więc twórcy się nie popisali… 😉

Druga część podobała mi się zdecydowanie bardziej, była mniej zjedzona przez błędy gry i wydawała się lepiej dopracowana. Owszem, miałem trochę graficznych problemów, ale z tego, co wyczytałem, to nie ja jeden, więc po prostu niektórych rzeczy nie udało się twórcom naprawić. Niestety.

Nie jestem pewien, czy mogę polecić tą grę, bo mimo wszystko dla pełni fabuły wypadałoby zagrać w pierwszą część, ale druga pokazała sporo klasy i zachwyciła mnie tam, gdzie pierwsza część wypadła bardzo słabo. Myślę, że warto jednak wspomnieć o tym, iż sporo osób było niezadowolonych z tej części (głównie z powodu bardzo krótkiej fabuły).

Decyzję, czy warto zagrać, zostawiam Wam. 😉

Mefisto

#291. Kącik Podróżniczy nr 20

ROYAL FORT GARDENS

map

Są takie miejsca, do których lubię wracać, bo zawsze miło mi się kojarzą. Ilekroć w moim życiu pojawiał się problem, potrzebowałem miejsca, drugiego domu, aby móc usiąć, przemyśleć całą sytuację, a niekiedy po prostu uciec od tego wszystkiego i zrobić sobie przerwę.

Był taki moment w moim życiu, że często odwiedzałem Royal Fort Gardens, czyli przecudny park znajdujący się przy budynkach Uniwersytetu Bristolijskiego (University of Bristol).

Jego historia sięga czasów Angielskiej Wojny Domowej (English Civil War), kiedy park służył jako fortyfikacja w celu obrony miasta. Fort został zdobyty i ostatecznie zburzony, a po nim został jedynie kawałek murów pomiędzy uniwersyteckimi budynkami a parkiem.

Royal Fort Gardens jest obiektem prywatnym, ale dostępnym dla ludzi przez większość roku. To, co odróżnia ten park od innych to różnorodność roślinna, której nie spotkasz w innych miejscach. Można tam również spotkać wszelkiej maści zwierzęta: od bardzo towarzyskich i fotogenicznych wiewiórek, przez mewy i wrony, aż do lisów. Niekiedy da się spotkać nawet i kaczki.

W 2016 postawiono tam rzeźbę/konstrukcję o nazwie Pusty (Hollow). Została ona skonstruowana z drewna około 10000 gatunków drzew zebranych przez twórczynie z prawie każdego zakątka świata.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Park ten uwielbiam i odwiedzam go ilekroć pozwala na to czas i zdrowie. Zawsze da się tam znaleźć kawałek miejsca dla siebie i usiąść w osamotnieniu, z dala od wszelkich problemów, i po prostu podziwiać widoki.

Mefisto

#290. Azjatyckie Łakocie cz.12

Są rzeczy dobre i są rzeczy tak dobre, że aż zaskakują. Kupiłem ten napój sugerując się tylko wyłącznie nadrukiem i, przyznaję to bez bicia, zaskoczył mnie niesamowicie. Jest dobry, słodki, ale nie za bardzo. Tak w sam raz. Nie do końca smakuje mi jak cydr (chociaż ja pewnie piłem inne cydry niż pije się w Azji), ale jest zwyczajnie i po prostu dobre.

Tak dobre, że przy najbliższej okazji kupię jeszcze inne napoje z tej kolekcji i spróbuję jak smakują. 😀

Ten jednak zdecydowanie polecam. 🙂

IMG_20200203_161823

Bajzel w tle jest przypadkowy 😀

Mefisto