#015. Dying Light

Screenshot

Korzystając z faktu, że na Steamie panują promocje (prawie 13.000 gier w przecenie), postanowiłem zakupić sobie (i nie tylko sobie) kopię gry Dying Light: The Following – Enhanced Edition (rok wydania Dying Light: 2015). Zakupiony przeze mnie zestaw zawiera podstawę gry oraz wszystkie obecnie wydane dodatki. Twórcami gry jest Techland – polska firma, która stworzyła między innymi Dead Island i Dead Island: Riptide, a wydawcą jest, ku mojemu zaskoczeniu, Warner Bros. Interactive Entertaiment Inc.

Postaram się nie zdardzać fabuły (chociaż robię to w tym wypadku z bólem serca) i skupić się na moich przeżyciach i ciekawych aspektach gry.

Powiem wam, że nie lubię nawalanek, nie lubię gier, w których jest masa durnych zombie chodzących bez celu i reagujących ewntualnie, jak na nich spadniesz. Dlaczego więc zakupiłem Dying Light? Bo ma klimat. Obejrzałem sobie na Youtube parę interpretacji dodatku to gry – The Following – w wykonaniu zawodowych bądź mniej zawodowych graczy i się po prostu zakochałem w prostoście całego mechaniczmu gry i jej fabule. Prostota polega na tym, że musisz przeżyć, jednak skomplikowaną sprawą wydają się już zombie. Te najprostsze są łatwe to ubicia. Jednakże to nie jedyny typ zombie. Są takie, które poruszają się szybko i włażą za tobą na budynki, inne zmiotą cię wielgachnym młotem, a jeszcze inne oplują czymś niezidentyfikowanym. Są też takie, które wybuchają żółto-czerwoną mazią. Uwielbiam je.

Kocham surwiwale i ta gra właśnie mi to daje – tylko w nieco zmienionej formie. Owszem, nie muszę jeść i pić, aby żyć, chociaż gra umożliwia zjedzenie wszelkich maści batoników energetycznych i chałw (w celu odnowy życia oczywiście). Mam za to wielki i szeroki zasób Planów (Blueprints), dzięki którym mogę tworzyć od apteczek po wymyślne połączenia stołu od nogi z gwoźdźmi, taśmą i baterią w postaci broni siecznej z możliwością porażenia kogoś prądem. Muszę również uciekać, bo to, że zmodyfikowanym kluczem francuskim mogę sieknąć kogoś w chwilę, nie oznacza, że pójdzie mi tak łatwo z hordą zombie, która zaraz się zbiegnie, aby mnie zeżreć.

Z fabuły zdradzę wam tylko, że panuje wirus, który zamienia ludzi w zombie (no tego ciężko będzie nie wiedzieć w szczególności, że pierwsze minuty gry będą o tym). Lekiem hamującym rozwój wirusa jest Antyzyna, którą zrzuca przelatujący od czasu do czasu samolot. Lek ten pozwala nie przemienić się w zombie (przynajmniej na dłuższą metę), ale jego ilość jest bardzo mała, ponieważ zrzuty są często przejmowane przez bandytów. Nie powiem wam, kim jest wasza postać i jak się tam znalazła: ważne jest to, że dołącza do grupy ocaleńców, którzy walczą z przeciwnościami losu, by przetrwać każdy dzień, a naszym zadaniem jest wtopić się w tłum i pomagać jak tylko się da. Czy to przez sprawdzanie, czy komuś coś się nie stało, czy poprzez obdlokowywania różnych, bezpiecznych miejsc na mapie.

Gra idealnie pokazuje horror takiej apokalipsy: wyobraźcie sobie, że tam wokół biegają dzieci, które nie rozumieją tej sytuacji albo rozumieją ją za dobrze. Jedne liczą, że na to, że ich rodzice wrócą, inni wiedzą, że z tego piekła nie ma odwrotu.

Screenshot-3

Aczkolwiek grze nie brakuje humoru i co chwila rozwesela ukrytymi Easter Eggami.

Bardzo mi się podoba to, że można grać z innymi graczami. Ostatnio zawiodłem się na jednej z ulubionych gier, że multiplayer się wywala, ale mam nadzieję, że kiedyś to poprawią. Dying Light oferuje rozgrywkę z innymi graczami, która działa! Niestety LAN nie działa (z tego, co wyczytałem to z tego powodu, iż ludzie grali używając nielegalnych kopii i póki co zablokowano tę możliwość), także tłukę się po Steamowych serwerach, które póki co działają stabilnie.

Screenshot-11

Mój towarzysz Ninja Smok, który ledwo przetrwał psychicznie prolog, by móc się ze mną połączyć

Grając razem jest zawsze łatwiej, ale jest też i śmieszniej, bo przecież nie trzeba cały czas grać na serio. W końcu chodzi o dobrą zabawę.

Screenshot-12

Tak, tak, horda zombie za oknem, trzeba bronić niewinnych ludzi, ale żeby tak na masakrę bez dobranocki…?

Można też wykonywać za siebie zadania, jak na przykład otwieranie zamkniętych drzwi wytrychem.

Screenshot-13

Trochę nie trafił w dziurkę od klucza, ale generalnie to dobrze mu poszło – jakoś przez ścianę te drzwi otworzył

Screenshot-14

Koleś, kiedy zobaczył, jak Smok otwiera drzwi, poczuł natchnienie.

Dużo w tej grze jest też elementów zręcznościowych. No dobra – cały czas wskakujesz na wszystko (i wszystkich), aby tylko cię coś nie zeżarło. Również dotarcie do cennych przedmiotów (potrzebnych na przykład do ulepszeń) wymaga gimnastyki i wspinaczki. Potrafi to zmęczyć zwłaszcza, że postać nie zawsze się łapie krawędzi budynku i czasem kończysz w środku kółeczka uformowanego przez zombie, a niekiedy jakiegoś po prostu zdeptasz, a dalej to już jest prosty schemat – biegniesz przed siebie jak najdalej od zgromadzenia.

Co sądzę o grze? Przeszedłem jedynie prolog i kilka misji pobocznych wraz z moim towarzyszem niedoli. Jestem całkowicie nią podjarany, bo to jakaś świeżość w moich zasobach growych i niecierpliwie czekam na jej kontynuowanie. Wciąż czeka mnie wiele wędrowania, wspinania, szukania i masakrowania, ale czuję, że nie będę zawiedziony.

Poniżej kilka screenshotów z tego, co zdążyłem już zobaczyć.

Zamierzam nagrać trochę ekscesów z gry i zmontować w jeden film te najlepsze ujęcia oddające całą zabawę, jaką ma się grając w Dying Light. A póki co wracam do gry! Niech zombie was nie dosięgną!

Mefisto

Advertisements

5 thoughts on “#015. Dying Light

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s