#084. Wielki update do wersji 2.4

W końcu wersję 2.3 zastąpiła wersja 2.4. Cały rok pisania kodu i starania się, aby nowa wersja była lepsza od poprzedniej. Przynajmniej taką mam nadzieję. Chociaż pojawienie się aktualizacji 2.4 nie było jednak jakoś specjalnie celebrowane, to jednak cieszę się, że jest.

Podsumowując ostatni rok to, nie kłamiąc, wydarzyło się sporo rzeczy. Dowiedziałem się, że będę mieć potomka, przeżyłem jego narodziny i przeżywam każdy wyjątkowy dzień z nim.

Wyprowadziłem się raz, a w niedługim czasie drugi raz. I po raz pierwszy w Anglii mam salon, który jest salonem, a nie sypialnią, czy graciarnią. Ba, nawet ja mogłem wybrać meble do niego (bawiłem się przy tym przednio)!

Moim personalnym osiągnięciem jest też fakt, że dalej prowadzę tego bloga, mimo iż pare razy wątpiłem w to, że dotrwam chociaż do jego pierwszych urodzin.

Udało mi się już wymyślić kilka zmian, którę chciałbym wprowadzić przy najbliższych aktualizacjach:

Nauka prowadzenia samochodu – bez tego jak bez ręki.

Powrót do szkoły i zdanie angielskiej matury (najlepiej z matematyki).

Nagrać filmik z gry Dying Light. Złączyć pocięty filmik z Dying Light i opublikować go.

Regularnie pisać na blogu.

Wyrobić Smoczyńskiemu paszport i zabrać go do Polski, aby zobaczył piękną polską jesień i piękną polską zimę.

Kupić sobie w końcu dysk na gry, a nie kombinować jak koń pod górkę.

Zrobić w końcu listę linków. A nie, to już jest. 🙂 I pewnie zmieni się z 70 razy znając mnie.

Zachomikować więcej zdrowia dla całej rodziny!

Ciekawe, czy mi się to wszystko uda? Trzymajcie za mnie kciuki!

Mefisto

 

Reklamy

#083. Nagle i niespodziewanie

Jak każdego dnia wstaję, a nawet powiedziałbym, że powoli wygrzebuję się z łóżka. Wyczołguję to też dobre słowo. Zatem po wyczołganiu się z łóżka, zaczynam mój dzień tak jak zawsze. Powoli, leniwie, od niechcenia. Chociaż wszystko jest takie samo, to zaczyna mi coś doskwierać, coś drażni moją podświadomość. Coś jest nie tak. Coś pobudza moje zmysły. Przezornie obwąchuję szklankę wody, ale woda pachnie tylko wodą. To nie ona mnie dziś niepokoi.

Krążę po kuchni szukając powodu tego zamieszania. W końcu mało rzeczy na tym świecie jest w stanie poruszyć moje zmysły. Szukam w szafkach, w lodówce, nawet piekarnik się przede mną nie uchronił. Pralka czysta, wciąż pachnie praniem. Czajnik też wydaje się nieużywany. Ze sprzętami wszystko w porządku. Może to mi zaczęło odbijać?

Przezornie zaglądam wszędzie jeszcze raz. Kto wie, jakie licho zaczęło bawić się ze mną w chowanego? Gdyby ktoś coś przestawił, na pewno bym to zauważył. Ale wszystko jak stało, tak stało – martwe, głuche, nieruchome. Można by rzec, że niewzruszone na mój szybko postępujący obłęd. Nie poddaję się i szukam. W końcu coś musi tu być. Nic nie ma prawa niepokoić mnie bez powodu.

Idę w stronę śmietnika. Tylko tam nie szukałem. Powoli otwieram śmietnik i uważnie obserwuję piętrzącą się przede mnie górę odpadków. I ona wydaje się taka sama, niezmieniona.

Lecz wtem zauważam coś, co odbiło się w metalowej pokrywie śmietnika przez chwilkę. Widok pełen złości i grozy, mordujący mnie jadowitym spojrzeniem. Krew zamarzła mi w żyłach od powiewu chłodnego gniewu, a bestia dyszy gniewnie nad moim karkiem. „To koniec, już po mnie” przemknęło mi przed oczyma. Potwór zaciska swe szpony na moich ranionach, a ja czekam już tylko na głuchy chrupot własnych kości. Ale tak się nie stało.

Bestia powoli obróciła mnie ku sobie i szarpiąc energicznie moim ciałem, huknęła donośnie:

„NO WŁAŚNIE! ŚMIECI NIEWYRZUCONE!”

Wesołego Halloween!

Mefisto

#082. Zmiany, zmiany, wszędzie zmiany

Jak widać – lub nie – walczę dzielnie ze zmianami na blogu. Przeglądam widżety, myślę, co by tu dodać. Pomysłów mam tysiące w głowie – pytanie tylko jak będzie z realizacją? Leń ze mnie okrutny, a ostatnio to w szczególności. Nawet moje rezerwy energii na czarną godzinę już się wyczerpały. Lubię jesień, ale nie lubię senności, którą ze sobą przynosi. Nie sprawdza się, kiedy chcesz żyć ciut aktywniej niż zwykle.

Mam też kilka pomysłów na kilka nowych ciągów wpisów, które powoli będę sobie pisał, a jak coś już napiszę i uznam, że nie piecze to w oczy to grzecznie opublikuję post.

Podstronę z linkami powoli i pieczołowicie produkuję, ale idzie to u mnie jak krew z nosa. Zastanawiam się, czy dawać krótki opis strony z mojego punktu widzenia, czy wypisać strony po kolei i nie zawracać sobie tym głowy? Jedno jest pewne: strony wypiszę alfabetycznie, aby nikt nie pieklił się o kolejność. 😉

Myślę też, że wstawię widżet z linkami do promocji na gry na różnych stronach oraz daty dużych promocji (potwierdzonych bądź spodziewanych). Wszyscy gierkomaniacy będą mieli okazję do obserwowania przecen na ulubione gry i poszerzaniu swoich kolekcji.

Co o tym sądzicie?

Nie będę opisywał mojego życia póki co. To jeden wielki chaos, nad którym muszę zapanować. A kiedy (o ile) to zrobię, to zrelacjonuję emocjonującą walkę Diabła z uczuciami szarganymi przez los. Życzcie mi powodzenia!

Mefisto

#081. The Kindred

373410_20170915222401_1

The Kindred to gra stworzona przez Persistent Studios i Nkidu Games Inc., wydana w lutym 2016. Jest to kolejny sandbox na mojej liście polegający na budowaniu i rozrastaniu miasta, skoncentrowana na odkrywaniu i wykorzystywaniu technologii do rozbudowy nowego domu Kinów.

Miałem przyjemność zagrać w wersję alpha 8, która najeżona jest błędami i niedogodnościami, bowiem do ukończonej wersji gry ma przed sobą długą drogę.

W tej grze jesteśmy swego rodzaju bogiem dla Kinów, którzy uciekając przez swym ciemieżcą, teleportują się na losowo wygenerowaną przez nas planetę. Naszym zadaniem jest pomoc biednym duszyczkom w budowie ich nowego domu.

373410_20170915223402_1

Ochoczo wszedłem w nową rolę, stworzyłem świat, trochę zbudowałem i go popsułem. Zacząłem więc jeszcze raz i powoli zacząłem rozumieć działanie tej gry.

373410_20170915223440_1

Chociaż są to dopiero początki The Kindred – bowiem nie wydano jeszcze, ani bety, ani finalnej wersji gry – gra jest już dosyć rozbudowana. Możemy budować domy, tworzyć kopalnie, kazać Kinom zbierać surowce, zakładać hodowle, ale też możemy kazać im badać nowe technologie, które pozwalają do korzystania z zaawansowanych maszyn zasilanych na różne sposoby – poprzez spalanie węgra, wiatraki bądź któryś z dostępnych rodzajów elektrowni (np. wodnej). Sami Kinowie posiadają talent w niektórych umiejętnościach, więc możemy przydzielać ich do prac, które idą im najlepiej. Jeśli jednak Kina, który dobrze gotuje, przydzielimy do kopalni to nie zabije przypadkiem  się kilofem tylko będzie kopał wolniej niż Kin dzielący geny z kretem.

Przyznam szczerze, że bawiłem się przednio. Chociaż cel gry to budowa miasta i pomoc Kinom, ja latałem po mapie szukając rzadkich surowców, aby tworzyć coraz bardziej zaawansowane przedmioty, bawiłem się w pasterza i kazałem dwunastoletniej Kince biegać za lisem z siekierą za to, że moją jedyną kaczkę zjadł. Udało mi się przypadkiem zasypać Kina, kiedy łatałem dziury po kopalni i musiałem organizować akcję ratowniczą już emerytowanego Kina (bowiem tyle ona siedziała pod ziemią, że zdążyła przejść na emeryturę). Z powodu bliżej mi nieznanych moi mali ludkowie byli przez długi czas na diecie ziemniaczanej, bo inne warzywa się psuły (nie gniły tylko nie można ich było zerwać).

Kinowie teleportują się do nas co jakiś czas, jednakże musiałem wyłączyć tą opcję, ponieważ nie nadążałem z produkcją łóżek dla wszystkich i zamiast chodników miałem bezdomnych na ulicy. Miałem też parkę, której dostawiłem łóżeczko dziecięce do łóżek, aby postarali się o potomstwo. Niestety tak się nigdy nie stało. Może błąd gry, może po prostu się wstydzili, podczas gdy całe miasto przychodziło jeść obiad na stole w ich domu…

Innym Kinom musiałem odebrać kołyskę, bo zrobili tyle dzieci, że brakowało miejsca w ich wygodnym lokum. Dobrze, że w grze nie ma królików, bo bałbym się, że podejmą się wyzwania…

Gra ma też błędy – przykładowo zepsute jedzenie, Kinów, którzy mimo nakazu pracy stoją i nie wiedzą, co ze sobą począć. W przypadku usuwania bloków, czasem pozostają czerwone markery, które z upartością godną osła usuwam, aby odkryć przy następnym włączeniu gry, że powróciły i to w jeszcze większej liczbie. Gra czasem zamarza i wywala mnie do pulpitu, a przy autozapisach często zawiesza się na chwilę. Mimo tego jest całkowicie grywalna.

W chwili obecnej The Kindred urzekło mnie dosyć mocno i staram się budować Kinom nowy, wspaniały dom, w którym każdy ma pracę, co zjeść i gdzie spać (nawet jeśli to chodnik pod czyimś domem). Bardzo spodobał mi się element technologiczny z możliwością produkcji prądu i zasilania urządzeń elektrycznych. Cały czas rozwijam swoje miasto, aby w domu każdego Kina zawitał prąd i zaawansowana technologia w postaci kuchenek do gotowania wykwintnych dań.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

The Kindred jest moim zdaniem warte polecenia. Będę tą grę obserwował z nadzieją, że każda kolejna aktualizacja przyniesie jeszcze więcej atrakcji, które z miłą chęcią opiszę na blogu.

Mefisto

#080. Życiowy update v2.3.4

Niedługo do mojego życia wejdzie aktualizacja 2.4 i zacznie kolejny rok testów, zanim programista w mojej postaci naprawi je (lub nie) w wersji 2.5. Aczkolwiek zdarza się, że nim wyjdzie następna wersja, pojawia się mała aktualizacja, która wnosi coś nowego.

Pierwszą zmianą (v2.3.1) była przeprowadzka. Średnio udana jak się okazało, bo sąsiad z góry delektował się zielskiem, które wędrowało kominem do nas, a potem puszczał jakiś łomot, przy którym dźwięk pralki był dobrą muzyką. Nie dla nas takie środowisko.

Kolejną zmianą (v2.3.2) był Smoczyński. Trochę dziwna ta zmiana, bowiem powinna ona coś poprawić, a dostałem tylko trzy tony brudnych pieluch, zarwane noce i permanentny zapach wymiotów na moich ubraniach. A, zapomniałbym o najpiękniejszym uśmiechu świata, który łagodzi objawy powyższych rzeczy. 😉

Następnie weszła poprawka związana z wersją 2.3.2, czyli wersja 2.3.3, gdzie przenieśliśmy się za miasto – niedaleko sklepu na farmie, który uwielbiam odwiedzać. Musieliśmy wynając większe mieszkanie z powodu Smoczyńskiego, więc mamy dwa pokoje plus salon o wielkości prawie takiej samej jak oba pokoje razem wzięte. Korzystamy tylko z dwóch pokoi, bo ich powierzchnia odpowiada poprzednim mieszkaniom. Ale to się powoli zmienia.

Pewnie zapytacie się: „dlaczego tytuł wpisu odnosi się do aktualizacji 2.3.4 skoro wymieniłem tylko trzy”? Kolejna zmiana dotyczyć będzie samego bloga.

W związku z tym, że moje życie uległo zmianie, postanowiłem wziąć się za ten oto stwór tragiczny zwany moim blogiem i trochę go posprzątać. Nie mam jakiegoś konkretnego planu, co i jak urządzić, a jedynie małe sugestie od mojego mózgu. Na pierwszy ogień pójdzie posegresowanie kategorii i reaktywację „serii” wpisów, np. o azjatyckich smakołykach. Zawsze to jakiś pretekst, aby kupić coś słodkiego. 😉 Jak niektórzy zauważyli, znowu spisuję przygody z mojej pracy.

Mam też zamiar zrobić zakładkę „linki” i powrzucać tam odnośniki do stron i blogów, które lubię czytać. Znając mnie zajmie mi to wieki, ponieważ części nazw blogów po prostu nie pamiętam i będę z szuflą biegać po internecie, aby je odkopać.

Jak już coś stworzę to na pewno będę trąbił o tym we wpisach.

Trzymajcie kciuki, aby zmiany były udane. 😉

Mefisto

 

#079. Mad Max – rzeczy nieprzewidziane

Postanowiłem – z racji faktu, że czasu mam ostatnio niewiele – przejrzeć screenshot’y, które aktywnie i z chęcią robię podczas grania, aby wybrać kilka, które opisują świat gier z innej strony. Ze strony błędów, zdarzeń losowych, czy po prostu śmiesznych sytuacji.

Na pierwszy ogień idzie Mad Max.

234140_20161030224339_1

Ci ślicznie ubrani panowie zawsze biegają jak z osą w tyłku i wydają dźwięki jak Smoczyński. Strój mnie po prostu powalił (tego pana zresztą też).

Zbieranie wody w kibelku. Dosyć częsty motyw w grach surwiwalowych. Także jeśli gracie w ten typ gry, a nie wiecie, co robić, lećcie do kibelka. Kibelek pomoże, kibelek radzi, kibelek nigdy was nie zdradzi!

234140_20161104213554_1

Jedno z moich ulubionych: kij z tego, że masz kolce na samochodzie, oni i tak będą skakać na maskę i fruwać w taki sposób, jak pan powyżej. Normalnie jakbym zawiesił chorągiewkę.

234140_20161116183251_1

Mad Max i jego super siła. Cios wydłużył temu panu szyję.

A to mój osobisty faworyt, który powinien dostać nagrodę najlepszego screen’a roku.

234140_20161104214000_1

Próbowałem tą miłą, aczkolwiek spragnioną, panią napoić i niestety uderzył w nas samochód.

234140_20161104214135_1

Biedna pani umarła, ale nie tak bardzo, by zapomnieć o pragnieniu. Niestety pić już nie chciała, pomimo iż biegałem jak opętany, by ją napoić.

Mam nadzieję, że ta skromna galeria przypadła wam do gustu i niektórym poprawiła humor. Obiecuję, że będę się starał psuć grę, aby mieć takich jak najwięcej. 😉

Mefisto

#078. Z życia urzędnika cz.3

Zważając na fakt, że poprzednie wpisy tego typu się podobały, postanowiłem napisać kolejny. Będzie on poświęcony o mojej pomyłce, która stałą się już prawdziwą legendą w moim dziale. Stało się to podczas moich, nazwijmy to, „praktyk”. Taka praktyka w Anglii wygląda w ten sposób, że ta osoba uczy się w szkole jeden dzień podstaw biznesowych/księgowych, angielskiego, matematyki oraz „informatyki z gatunku biurowej”… Oczywiście są jeszcze inne praktyki, ale mój dział oferuje tylko te biznesowe i księgowe. Przez resztę dni pracuje w biurze, a raz na około miesiąc ma wizytację ze szkoły, gdzie osoba wizytująca ocenia, czy dany praktykant spełnia kryteria szkolne do zaliczenia przedmiotów (przykładowo: rozmowa z klientami przez telefon, tworzenie raportów, pisanie listów – zależy od tego, jakie jest zagadnienie).

Dla zainteresowanych: takie coś nazywa się apprenticeship i pozwala zdobyć zarówno kwalifikacje, doświadczenie, jak i wykształcenie. Musisz mieć minimalnie 16 lat, aby się kwalifikować oraz musisz być w stanie pogodzić się, że w pierwszym roku będziesz zarabiać minimalną, która jest obecnie równa £3.50 za godzinę. W drugim roku z reguły dostaje się minimalną dla swojego wieku. Wyjątkiem jest, kiedy pracodawca zechce zapłacić Ci więcej lub kiedy jest to Twój kolejny apprenticeship. W pierwszym roku dostajemy mniej na godzinę, bowiem pracodawca z reguły opłaca naszą edukację.

Jako żółtodziub troszkę bardziej opierzony, co oznacza, że trochę doświadczenia miałem, odebrałem dwa telefony pod rząd. Pierwszy dotyczył restartu zasiłku, a drugi śmierci zasiłkobiorcy. Oba telefony dotyczyły osób, które nazywały się podobnie – przykładowo John Smith i John Smithies. Jeszcze mieli bardzo podobne adresy zaczynające się od tego samego numeru.

Generalnie moją pracę wykonałem dobrze poza jednym małym, ale istotnym szczegółem. List z kondolencjami wysłałem do złej osoby. Wszystkie dane się zgadzały, więc nie złamałem Data Protection Act (ustawa o ochronie danych osobowych), ale zło popełniłem – zakręciłem i – jak mi się wydawało – zestresowałem pana Johna Smitha.

Wziąłem odpowiedzialność za błąd – wystosowałem pismo z przeprosinami i pilnowałem się, jak mogłem, aby takiej gafy nie popełnić już nigdy więcej.

Kilka lat później miałem okazję porozmawiać z tym człowiekiem przez telefon – powód ten sam: restart zasiłku. Poznał mój głos i zapytał się o sytuację z listem. Ja, zestresowany, potwierdziłem i przeprosiłem za jego stres w związku z tą sytuacją. I wiecie co? On się zaśmiał i powiedział, że musi mi podziękować.

Pomimo iż siedziałem to wewnętrznie usiadłem jeszcze raz. Mózg mi się zatrzymał i zaczął przypiekać. Poważnie. Ja popełniam karygodną głupotę, a ten facet mi za to dziękuje? W głowie mi się to nie zmieściło do tego stopnia, że wypływało ze mnie każdym możliwym otworem w głowie. A pan Smith zaczął tłumaczyć.

Powiedział, że go to bardziej rozbawiło niż zestresowało. „Każdemu może się zdarzyć.” Wyznał mi jednak, że ten list dał mu do myślenia i skłonił go, aby się przebadać, bo zdrowie miał już nie takie, jak trzeba. Okazało się, że był chory – na szczęście diagnoza była postawiona szybko i leczenie rozwiązało problem w niedługim czasie. Spytał się, czy nie mam jakiś paranormalnych zdolności w związku z tym, że wiedziałem, jaka mogła czekać go przyszłość, a na to mogłem jedynie odpowiedzieć, zę paranornalne są moje wpadki.

Podziękował mi raz jeszcze, bo gdyby nie ten głupi list, jego życie byłoby teraz o wiele cięższe. Chociaż wciąż źle czuję się z powodu tej sytuacji, to trochę mi lżej myśląc, że moja pomyłka mogła mu pomóc.

Jakby nie patrzeć, niektóre błędy są przydatne.

Mefisto