#394. Dlaczemu cz.8

Czasem mam potrzebę napisania czegoś pozytywnego, ale bardzo szybko łapię się wtedy na tym, jak bardzo przytłacza mnie cała negatywna rzeczywistość. Trzeba to przyznać, że naprawdę łatwo można znaleźć negatywne treści w dowolnych mediach, ale znalezienie czegoś, co przyniesie trochę radości jest niekiedy niemal niemożliwe. Tym bardziej, kiedy masz podły nastrój i chcesz rozweselić się jakimś pozytywnym newsem, a wokół sam terror dnia codziennego.

Nie lubię mieć złego humoru, bo wtedy wpadam w ten wir negatywności i nakręcam siebie niczym pozytywkę. Tylko zamiast uroczej melodi wydaję z siebie jęki pełne cierpienia. Trochę podobne do tych, kiedy próbuję podnieść się z łóżka i grawitacja za mocno mnie przyciąga. Tak, czasem mi się to zdarza.

Dlatego nie będę już marudził, ani się niepotrzebnie rozpisywał. Znalazłem coś pozytywnego i zostawiam to tutaj, aby każdy mógł nacieszyć oczy. Bo warto się cieszyć!

Mefisto

#372. Dlaczemu cz.7

Czuję się czasem jak przybysz z obcej planety. No dobra… Ostatnio to nawet powiedziałbym, że ponad normę. Wszystko przez to, że jak ludzie dzielą się na A lub B to ja stoję sobie jako takie ab, ale zdecydowanie częściej jako aab, abb, baa… Zależy, co sensownego i normalnego można wynieść z każdej strony. No bo, będąc szczerym, tak właśnie chciałbym żyć. Sensownie, a nie skrajnie. A ludzie żyją przeważnie na zasadzie „jak nie z nami to przeciwko nam”. No właśnie nie. Ja chciałbym zostać na moim neutralnym gruncie, miejscu, które niczym Sanktuarium w Heroes of Might and Magic, powinno być nietykalne przez wszystkich, a non stop odpieram od siebie poglądowych fanatyków.

I wiecie, co mnie w tym wkurza? Nie to, że ludzie są skrajni nawet w takich prostych kwestiach jak ulubiony kolor. Wkurza mnie to, że ode mnie też oczekuje się takiej skrajności, wpychania się w jeden z kątów pokoju przekonań, aż mnie wszystko będzie uwierać i irytować. Tylko po co, skoro jest masa innych możliwości? Jest masa miejsca, aby stanąć swobodnie i czuć się komfortowo ze swoimi przekonaniami. Ile mniej byłoby na świecie frustracji, ile mniej tej frustracji przelewałoby się na innych. A tak mamy tylko ciągłą walkę i zamiast iść do przodu, osiągać coraz więcej, rozwijać nowe możliwości i budować lepszy świat, stoimy w miejscu i patrzymy na narastające konflikty, na szerzącą się nienawiść i nierzadko sami padamy ofiarą tej frustracji, szerząc ją dalej, bo każdy ma swój limit, tym bardziej jak każda ze stron próbuje cię zepchnąć na którąś stronę.

A ja nie chcę stać po żadnej innej stronie, tylko swojej własnej.

Mefisto

#350. Dlaczemu cz.6

W ostatnim czasie mam strasznie mało pomysłów na cokolwiek, a chęci jeszcze mniej. O czasie nie wspomnę nawet – czas stał się dla mnie dobrym luksusowym, którego zwyczajnie nie posiadam. Brakuje mi sił, a jednak wciąż skądś je biorę. Takie moje osobiste perpetum mobile – „ja nie dam rady?”. No bo kto, jak nie ja?

Chciałbym móc choć trochę zwolnić, ale rzeczywistość nijak ma zamiar spełnić moje prośby. Ba, sprawdza, ile jeszcze wytrzymam. Napina mnie jak gumkę i czeka, aż pęknę. Trochę się czuję jakbym na siłę dorastał i wychodził z tej naiwności, że świat jest piękny i dobry. Ale z drugiej strony nigdy nie wierzyłem, że świat jest piękny i dobry, więc co się właściwie dzieje w mojej głowie? Trochę jakbym oszalał, ale dalej trzeźwo trzymał się wszystkiego, w co do tej pory wierzyłem. Zabawne, ale czuję się trochę jakbym był pijany.

Postawiłem sobie diagnozę: za dużo myślę. Dręczy mnie to wszystko dookoła, te rzeczy, które mógłbym zmienić, ale… Zawsze jakieś „ale”, prawda? Chciałbym wiele zmienić, ale nie mam już siły. Jaki sens ma walka o coś, kiedy to coś w końcu i tak podzieli się na dwie części, a potem zacznie kopać ciebie, bo ty nie pójdziesz w żadną stronę tylko stoisz jak kompletny debil na środku i nie wiesz, nie rozumiesz tego, co się dzieje.

Twoi bliscy, przyjaciele nagle podzieleni na dwa obozy, na dwie osobe frakcje wymachujące pięściami przed swoimi twarzami. Jeśli staniesz pomiędzy nimi próbując ich uspokoić, to nagle staniesz się wrogiem obu stron. „Jeśli nie jesteś z nami, to jesteś przeciwko nam”. Ile razy w życiu już to usłyszałem. A ja nie chcę stać po niczyjej innej stronie niż swojej własnej: po tej stronie, po której walczy się za słuszne rzeczy, za wspieranie się nawzajem bez względu na wszystko, za to lepsze jutro bez podziałów, bez kłótni, za równość, za odpowiedzialność, za ten piękniejszy świat, który sam nie stanie się piękny, jeśli nie ruszymy tyłków i czegoś z nim nie zrobimy.

I mówię sobie, że jestem zmęczony, że chciałbym już przestać, a i tak staram się coś robić. Rozmiawiać. Naprawiać. Czuję się jak człowiek-taśma, bo sklejam to, co przedwcześnie się rozłączyło. Docieram do końca mojej wyrozumiałości i zamiast się wkurzyć, po prostu biorę łopatę i poszerzam własne granice coraz dalej. Tłumaczę innych przed samym sobą, bo jeśli nie będę mostem, który łączy, to zacznę być ścianą, która dzieli. Biorę czasem tak głęboki oddech, że przez chwilę nie oddycham, ale nie chcę już więcej krzyczeć. Chcę żyć w świecie, gdzie będę mógł mówić i tyle wystarczy, aby być wysłuchanym.

Chciałbym odpocząć, rzucić wszystko w kąt, ale nie mogę. To lepsze jutro nigdy się nie zacznie, jeśli dzisiaj się poddam.

Mefisto

#342. Dlaczemu cz.5 – Tu trzeba krzyczeć…

Nawet nie wiem jak zacząć ten wpis bez jakiegoś soczystego przekleństwa, bo w głowie mi się nie mieści to, co dzieje się w Polsce. Skończyła mi się cierpliwość i zagryzanie zębów – „tu trzeba krzyczeć, trzeba się drzeć”, jak to świetnie ujęto w tej piosence.

To jest dla mnie naprawdę trudny wpis, bo sprawa aborcji nie jest prostą sprawą mieszczączą się pomiędzy naszymi standardowymi „dobrze” a „źle”. Tutaj nie ma „dobra” i „zła”. Tutaj jest czyjś wybór – niejednokrotnie najcięższy w życiu.

Dlaczego zatem mamy stado starych dziadów i starych bab uważających siebie za alfy i omegi, by decydować za innych w sprawach tak bardzo trudnych? Dlaczego robią nam to stare dziady i baby, które ochoczo korzystały z rozszerzonego prawa aborcyjnego: „z powodu ciężkich warunków finansowych”, a nam odbierają ten nawet najcięższy wybór.

Moja babcia miała aborcję, bo zagrażała jej życiu. Osierociłaby dwójkę dzieci i zostawiłaby mojego dziadka na pastwę depresji, gdyby odebrano jej ten wybór. Zabrakłoby tej jednej z najważniejszych kobiet, które starały się chronić mnie przed złem tego świata i pewnie nie dożyłbym dzisiejszego dnia.

I to mnie w tym wszystkim zwyczajnie wkurza, że człowieka pozbawia się fundamentalnej rzeczy jaką jest wolność wyboru. Tym bardziej w tak trudnej sytuacji, gdzie człowiek nawet nie stoi między młotem a kowadłem, a czeka na spadający fortepian z nieba, który roztrzaska mu się o łeb.

Wiecie, co w tym wszystkim jest odrażające? Że robi się to pod pretekstem ratowania życia, podczas gdy każdy z nas wie, iż jest to czysty sadyzm skierowany w stronę przede wszystkim tych nienarodzonych dzieci i kobiet, a potem ich rodzin. Ale już to w historii nie raz przerabialiśmy, że ludzie tłumacząc się dobrymi intencjami dokonywali mordów i szerzyli zło w najczystszej postaci, za które potem musieli przepraszać ich potomkowie.

To, co oni robią to nie jest ochrona życia. To jest zabawa w boga tak długo, jak problem ich nie dotyczy. A jeśli nagle będzie ich dotyczył, to nagle jest to „wyjątkowa sytuacja”.

Chciałbym, aby każde życie było ważne, ale nie osiągnie się tego zakazami tylko rozwojem medycyny, wdrażaniem edukacji seksualnej i rozszerzaniem świadomości społecznej. To jest może i czasochłonne, ale przynajmniej nikogo nie obdziera z godności i prawa do wyboru…

Mefisto

#332. Dlaczemu? cz.4

Koronawirus okazał się być niesamowicie męczący pod tym względem, iż coraz więcej ludzi w niego wątpi. Jeszcze jakby to byli jacyś obcy ludzie to nie byłby tak do końca mój problem, ale kiedy z takimi rewelacjami przychodzą bliscy, czy znajomi to człowiek tylko zagryza zęby i pyta się w duchu „dlaczemu ja”.

Nie mam nic przeciwko dyskusji, kiedy ktoś podaje mi jakieś argumenty, ale teksty w stylu „bo żona męża dziadka koleżanki powiedziała” działają na mnie jak płachta na byka. Siedzę w pracy i zamykam rekordy ludzi, którzy najwyraźniej nie usłyszeli, że koronawirus to zwykła grypa. Pewnie jakby usłyszeli to miałbym teraz mniej roboty.

Jest mi po prostu i ciężko z tym wszystkim, i przykro.

Mefisto