#068. Przeprowadzkowy armagedon cz.3

Strasznie nie lubię przeprowadzek, bo ciągną się jak krew z nosa, a nawet gorzej. Ale oto zdałem klucze kilka dni temu i dostałem depozyt w całości, więc można by rzec, że wszystko poszło sprawnie.

W tym wpisie jednak chciałbym odbić trochę (ale tylko trochę) od motywu przeprowadzki i opisać Wam moich nowych przyjaciół. Właściwie przyjaciół mojej maskotki mewy, którą zakupiłem w sklepie charytatywnym (na zasadzie: wziąłem do rąk i robiłem maślane oczy do mojej połówki, aż stwierdziła, że mogę ją kupić).

Pluszowa mewa zajęła zaszczytne miejsce na oknie, na młynku do kawy, aby obserwować niczego sobie widok. Za oknem, na dachach, siedziały (żywe) mewy, więc miała towarzystwo. No właśnie. Mewy zauważyły nową koleżankę w oknie i obserwowały ją uważnie. Moja połówka – w ramach żartu – poruszała pluszową mewą albo przestawiała ją w inne miejsce. Raz pluszak stał na głowie, raz siedział z doniczką na głowie, a niekiedy wracał na młynek i znowu się nie ruszał.

Mewy – sztuk dwie – zaczęły ją regularnie odwiedzać, a z czasem i nawoływać. Uspokajały się po dłuższej chwili, chyba, że pluszowa mewa „poruszyła się”. Niedawno były silne wiatry, a i tak dały radę dotrzeć na dach i obserwować swoją pluszową koleżankę. Aż mi żal ich było, jak skulone stały na dachu, ale z drugiej strony podziwiam oddanie z jakim dotrzymują towarzystwa pluszowej zabawce.

Przychodzą codziennie po kilka razy. Upewniają się, że ich koleżanka ma się dobrze. Czuję się dziwnie obserwując mewy, które posiadają więcej empatii niż przeciętny człowiek.

Mefisto

Reklamy