#123. Gwiazdka w czerwcu

Poniższy wpis dedykuję Smoczyńskiemu, który starł sobie czubek nosa. Nie wiemy jak, dlaczego, po co i jakim cudem, ale zrobił to w absolutnej ciszy, bez płaczu i był z siebie bardzo zadowolony. Nos już się zagoił, ale przez kilka dni był naszym Rudolfem Czerwononosym! Zdecydowanie dziecko Połówki: oni oboje mają obsesję na punkcie robienia Gwiazdki latem… (muszę kiedyś opisać to, jak Połówka zrobiła mi burdę o to, że nie chciałem kupić żywej choinki w maju)

Odebraliśmy klucze do nowego domu. Oczywiście nie obyło się bez dodatkowych wrażeń. Pierwszego dnia wpadliśmy do mieszkania porobić zdjęcia różnych niedocięgnięć i skaz, i zauważyliśmy, że bojler nie działa. Po dwóch dniach został naprawiony. Potem gwóźdź w podłodze (w wyniku chodzenia po nim) przebił rurę od gazu i mieliśmy przeciek. Od zgłoszenia do naprawy minęły dwa dni, więc poszło dosyć sprawnie, chociaż było ryzyko, że szukanie i łatanie przecieku zajmie dwa tygodnie, przez co będziemy musielibyśmy się wynieść na ten czas. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze! Powiadomiliśmy agencję, agencja wysłała swojego pracownika, który potwierdził wyciek gazu i chwilę potem przyjechał mężczyzna z gazowni oficjalnie odcinając gaz w domu. Przy okazji pochodził z takim śmiesznym urządzeniem zasysającym powietrze i pokazał, gdzie mniej więcej jest przeciek. Następnego dnia przybyli fachowcy, rozebrali podłogę na części pierwsze, naprawili rurę i przywrócili gaz. Podłoga też wróciła na swoje miejsce.

Z okazji uczczenia przeprowadzki dostałem subskrypcję na Humble Bundle, dzięki której wspieram organizacje charytatywne, dostaję kilka darmowych gier co miesiąc, cieszę się dostępem do Trove (strony, gdzie można bezpośrednio ściągnąć niektóre gry za darmo) i mam dodatkowe 10% zniżki na gry. Cieszy mnie to niezmiernie, tym bardziej, że subskrypcja w tym miesiącu zawierała Ken Follett’s The Pillars of the Earth oraz Yooka-Laylee – gry, które bardzo chciałem mieć! 🙂

Smoczyński za to dostanie basen do ogródka, a Połówka zdecydowała się na Samsunga Galaxy S9+. Oznacza to, że dziedziczę S7 i w końcu będę mieć telefon z działającym poprawnie aparatem! (przynajmniej przez jakiś czas) Smoczyński za to poczęstował się moim starym Galaxy S5. Dosłownie. Połówka w porę wyciągnęła mu go z ust…

Smoczyński został ogrodnikiem i z radością podlewa swoje roślinki: pomidory, truskawki, marchewki oraz fasolę (i nas przy okazji). Pomidor został zaatakowany przez ślimaki, które nagryzły go porządnie. Mimo tego nasza roślinka wciąż żyje. Zaczęły nawet na niej rosnąć małe pomidorki. Truskawki za to podeptał kot, więc kupiliśmy odstraszacz i mamy nadzieję, że poskutkuje. Jeśli nie to Połówka będzie robić za stracha na koty. 😉 Fasola rośnie niesamowicie szybko, mimo iż też dostało się jej od ślimaków i tylko marchewka pozostaje podziemną zagadką (ale podejrzewamy, że też ma się dobrze). Mieliśmy okazję spróbować pierwszą truskawkę! Nienajgorsza, choć trochę kwaśna… 😉

Musieliśmy kupić też pralkę i lodówkę, bo zabrakło ich w nowym lokum. Lodówka ma kółka z tyłu, więc można ją brać na spacery (już widzę te zazdrosne miny sąsiadów, jak lodóweczkę poprowadzę po uliczkach ciągnąc ją za kabel !). Ogólnie kółka by mi nie przeszkadzały, ale że chcieliśmy ją postawić na zamrażalce, to niewiele brakowało, aby przy pierwszym otwarciu skończyła nam w ramionach.

Pralka za to zadomowiła się na środku kuchni, ponieważ przy remoncie kuchni ktoś nie przewidział gniazdek na prąd we wnękach na pralkę i zmywarkę. Dlatego też kabel wisi nad blatami, a sama pralka wystaje niczym półwysep… Pralka w końcu zadomowiła się pod blatem, a kabel od zasilania idzie na okrętkę do najbliższego gniazdka.

Jakby tego było mało, to sprzęty dojechały do nas w osobnych transportach (bardzo ekonomiczne i ekologiczne podejście), a lodówka udawała matrioszkę kryjąc się pod kolejnymi pudełkami…

Przygotowujemy się też na pierwsze urodziny Smoczyńskiego. Czas tak szybko leci! Jeszcze nie tak dawno leżał sobie grzecznie, spał całe dnie, nie gryzł, nie pluł… 😉 Dzięki niemu wiele rzeczy odkryliśmy na nowo, na wiele rzeczy patrzymy teraz w inny sposób. Nawet spontaniczny wypad za miasta ma zupełnie nowy posmak, kiedy ma się dziecko pod pachą, które to, co my znamy bardzo dobrze, odczuwa po raz pierwszy i z prawdziwą, nieukrywaną szczerością delektuje się nowymi wrażeniami.

Planujemy sprezentować mu kolejną ulubioną postać z Yokai Watch – Komasana. Tylko cśśś! Nie mówcie mu! 😉 To będzie niespodzianka!

Następna notka tego typu wypada po jego urodzinach, więc na pewno napiszę, czy się ucieszył. 😉

Mefisto

Reklamy

#102. Od serca

Trochę czasu minęło od takiej zwykłej, pamiętnikowej notki. Nie czułem się jednak na siłach, by pisać coś prywatniejszego, bo męczy mnie chorobowo-zimowa chandra i teraz więcej mam chwil, gdzie mi się nie chce niż chce. Chociaż patrząc na to z innej strony, jeśli jestem w stanie organizować sobie życie, kiedy mi się nie chce, to ile osiągnąłbym, gdyby mi się chciało?

Pomimo podłego nastroju życie toczy się dalej, a ja szukam pozytywów przecierając zmęczone oczy.

Wróciłem do pracy z urlopu rodzicielskiego. W ostatnim czasie jedyne miłe, co mnie spotkało to prezent dla Smoczyńskiego i kartka z gratulacjami.

Co do Smoczyńskiego to już trzeci raz modyfikuję fragment wpisu o nim, bo cholera jedna na tyłku nie usiedzi tylko ewoluuje jak nienormalny. Najpierw miało być, że wyszły mu dwa zęby, chwilę potem, że uczy się siadać, teraz umie już siadać i w ekspresowym tempie opanowuje stawanie i chodzenie. W takim tempie to do pierwszych urodziń skończy studia z wyróżnieniem! A tak na poważnie: jestem dumny, że z radością na twarzy robi krok do przodu (nawet, jeśli leci przy tym na twarz). 🙂

Z okazji pierwszych ząbków dostał Jibanyana, którego jest wielkim fanem i wręcz zgłupiał ze szczęścia, kiedy go sobie odpakował. Udało się uwiecznić jego radość na nagraniu i możemy wracać do tego dnia z uśmiechem.

IMG_20180224_135216

Światowy Jibanyan – przyjechał z Korei Południowej. Lokalne Jibanyany cierpiały na dziwne wodogłowie 😉

Z rzeczy niefajnych: pomoc, jakiej udziela mi angielska służba zdrowia jest tak świetna, że wątpię, abym kiedykolwiek z czegokolwiek się wyleczył. W szpitalu wykryto mi fakt, że moja tarczyca uprawia autoagresję. Zdarza się. Na szczęście się trzymam i póki co nie trzeba leczyć, trzeba kontrolować. Poszedłem więc do lekarzy, poprosiłem o badania. Zrobili wszystkie tylko nie tych, co trzeba. Przy okazji wyszła mi okropna anemia. Przynajmniej wytłumaczył się fakt, czemu mogłem włosy z głowy dosłownie wyjmować. Co zabawne, anemia jest silnie połączona ze stanem mojej tarczycy. Lekarka oponowała przed kolejnymi badaniami, ja nalegałem i się ugięła. I co? Dzwoniono do mnie z przychodni – cytując panią doktor: „trzeba robić badania, tarczyca w końcu kiedyś mnie zawiedzie”. No bez jaj, Sherlocku… Jakbym podczas każdej wizyty tego nie mówił, to bym się ucieszył z tej sztucznej troski…

Zaletą mojego stanu zdrowia jest na pewno to, że nie mogę za bardzo spać, więc piszę notki i gram w gry. Z tego tytułu wpisy z grami będą się pojawiać częściej, inaczej mam tych wpisów na niemal pół roku w przód… Oczywiście napisanych. Multum gier wciąż czeka na opisanie, w drugie multum obecnie gram.

Co do gier to prawie umarłem z radości, kiedy Feral Interactive zapowiedziało port Rise of The Tomb Raider na linuxa. Po zagraniu w Tomb Raider z 2013 roku, polubiłem serię i kontynuacja przygód będzie fajną sprawą. Współczuję tylko Larze, bo tyle razy, ile ona zginęła, to nie zginęła mi jeszcze żadna postać. I to potwierdza tylko moje twierdzenie, że z kobietami nie umiem się obchodzić.

Smoczyński lubi aktywnie ze mną grać, ale zanosi się płaczem, kiedy biję się np. z zombie w Dead Maze. Za to jak one mnie tłuką to już jest dobrze, bo się cieszy jak opętany. Jak nic bawi go moja krzywda! 😉

Połówka pojechała za to na leczenie do Polski na ponad dwa tygodnie. Prawie by się to nie udało, bo w pracy dostanie urlopu to rzecz niemal niemożliwa. Oczywiście dotyczy to mnie. Jeszcze do końca maja muszę wybrać resztę urlopu i nie wiem jeszcze, jak to zrobię.

Ostatnio też doszedłem to wniosku, że Anglia to dziwny kraj. Mamy do wyboru dwa duże sklepy w odległości 3.50 mili i 10 mili. Zgadnijcie, do którego jeździmy? Oczywiście do tego oddalonego o 10 mil. Dlaczego? Bo jedzie się szybciej, płynniej (ile dużo mniej benzyny się zużywa!), widoki to śliczne pola i niewielkie obszary mieszkanie w stylu angielskich wsi (które są naprawdę ładne), a i idiotów rowerowosamochodowych jest dużo mniej, że nawet się tego nie odczuwa. Jeździmy do Clevedon i cieszymy się z rodzinnych zakupów – Smoczyński w swoim nowym foteliku (w którym więcej widzi) przeżywa każdy wyjazd albo smacznie śpi, a my delektujemy się podróżą. Nie pamiętam, kiedy ostatnio podróż autem była tak przyjemna! A Clevedon jest śliczne i ludzie są milsi, mniej sfrustrowani.

Miło tak po prostu jechać bez obawy, że ktoś w ciebie wjedzie z powodu własnej głupoty.

O, ile się tego nazbierało. A to i tak nie wszystko. Do momentu, aż tego nie napisałem, nie miałem świadomości, ile rzeczy się ostatnio działo. Życie pędzi nieustannie, a ja czasem nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Albo zwolnię, albo będę pisał więcej takich notek, albo notki będą długie jak papier toaletowy… 😉

Mefisto

#098. Koniec blogów

Wiem, że nie było notki w niedzielę, ale jest ku temu powód.

Smutna wiadomość dotarła do mnie drogą cyfrową. Blog.pl poinformował jakiś czas temu, że strona zostanie zamknięta 31 stycznia 2018, czyli dzisiaj. Tym samym przepadną wraz z nią wszystkie znajdujące się tam blogi. Chociaż ze strony blog.pl nie korzystałem, to jednak miałem kilka blogów w serwisie blog.onet.pl, który jest partnerem wyżej wymienionego.

Już jako nastolatek lubiłem pisać. Miałem kilka blogów z opowiadaniami, nawet jeden z komiksem, który żałuję, że zamknąłem, bo przez to przepadły mi niemal wszystkie narysowane strony… Niegdyś też – jako nieposkromiony dzieciak – pisałem swój pamiętnik. Cyfrowy powiernik mojego młodzieńczego buntu. Kiedyś większość dzieciaków prowadziła swojego bloga i tworzyła niesamowite opowiadnia, dzieliła się swoimi genialnymi myśli… Albo robiła za raka internetu, bo przecież idealnie być nie mogło.

A dzisiaj to wszystko znika. Tak po prostu. Poczułem się, jakby ktoś igłą przebił bańkę i wyciekły te wszystkie wspomnienia… Tysiące słów, myśli, niemniej ważnych niż teraz, chociaż na świat patrzyło się z perspektywy nastolatka, który próbował odnaleźć się w tym dzikim świecie. Tylu poznanych ludzi, tyle nocy spędzonych na pisaniu… I kłótni z matką, która nie rozumiała dlaczego wolałem półprzytomny iść do szkoły niż zostawić coś nieskończonego.

Jeden z moich blogów na onecie ostał się do dziś. Chyba tylko po to, abym mógł ostatni raz go zobaczyć i pożegnać się, zamykając pewien rozdział w moim życiu. Zapisałem sobie moje notki. Z sentymentu. To jedyny ślad, który pozostał po młodym, blogowym mnie…

To jest jeden ze znaków tego, jak bardzo czasy się zmieniły. Z jednej strony patrzę na to ze smutkiem, bo ileż dobrych blogów umarło, ile opowiadań zostało nieskończonych. Z drugiej strony to chyba naturalne, że coś w końcu musi umrzeć, bo świat zmienia się nieubłaganie, pędząc byle jak, byle do przodu. W końcu opowiadania można poczytać teraz na archiwum, a i myśli niebanalne można znaleźć w internecie (w końcu trafiłem na kilka, kilkanaście ciekawych blogów).

Dotarła do mnie jednak ta myśl, że od czasów mojego dzieciństwa świat zmienił się do tego stopnia, że momentami go nie poznaję… Technicznie poszliśmy do przodu. Pytanie tylko, czy towarzyszymy rozwojowi intelektualnie?

Mefisto

#094. Nowy Rok

Jeśli mam być szczery to rok 2017 momentami nie był litościwy. Bił pasem równo i mnie, i połówkę, i Smoczyńskiego odkąd się urodził. Mimo to trwaliśmy razem, walczyliśmy z wiatrami losu, jak gdyby nie istniało coś takiego, jak porażka. Tyle rzeczy wydarzyło się niemal jednym ciągiem, że nawet najlepsze filmy nie mają tak rozbudowanej fabuły.

Udało nam się przeprowadzić dwa razu w ciągu jednego roku, za drugim razem z kilkutygodniowym Smoczyńskim. Przetrwaliśmy poród, pobyt w szpitalu, a na dokładnie siedemnaście dni przed porodem wdrapaliśmy się na Cabot Tower w Bristolu. Co zabawne to nie my spowalnialiśmy wdrapywanie się po schodach, pomimo sporego balastu z przodu. 😉 Jak sobie pomyślę to do końca ciąży byliśmy bardzo aktywni (oczywiście z zachowaniem zdrowego rozsądku). Może dlatego Smoczyński jest taki wytrzymały?

Nie będę się jednak skupiał na tym, co było – zdaje się – tak dawno. Ostatnie dwa miesiące były dla nas różne. Raz lepiej, raz gorzej, ale trzymaliśmy się razem – zmęczeni, ale weseli. Nasze trudy zżyły nas ze sobą i doszliśmy do wniosku, że wolimy razem nie spać niż spać osobno. To jest chyba najlepsza definicja rodziny. To mój najlepszy prezent.

Co do prezentów to i Mikołaj był łaskawy w tym roku, chociaż prezenty zamawialiśmy i odbieraliśmy na przestrzeni całych świąt. Przede wszystkim mamy drukarkę 3D do wspólnego użytku. Razem z drukarką dostaliśmy testowe 3m plastiku, które starczyły idealnie na małego kotka (dla mnie) i obudowę do Raspberry Pi Zero (dla połówki).

(co ciekawe: drukarka wydrukowała zawiasy, dzięki którym można pudełko wygodnie zamykać)

Smoczyński dostał zabawki i przedmioty dostosowane do jego wieku, ale i tak najbardziej cieszy się z czasu, który spędzamy razem. 🙂

Mikołaj był też łaskawy dla takiego fana gier, jak ja, bowiem dostałem kilka ciekawych pozycji takich jak Wiedźmin 3 i Hitman oraz grę Kapitan Pazur, w którą grałem jako mały diabełek. Cieszy mnie to niezmiernie, bo to wydanie z 2000 roku.

IMG_20171230_123236

Dostałem też program RPG Maker VM dającym możliwość tworzenia swojej gry. Już kiedyś miałem okazję się nim pobawić i cieszę się, że mam go teraz do swojego użytku.

Święta też były wyjątkowe, bowiem – co w Anglii zdarza się raczej rzadko – spadł śnieg. Najpierw spadło niewiele, a to udało się zarejestrować podczas jazdy samochodem. Wygląda to dosyć uroczo.

(uwaga, nagranie nie zawiera dźwięku – polecam włączyć sobie jakąś muzykę dla urozmaicenia)

A po świętach to zasypało nas całkowicie.

IMG_20171227_012131

Całkiem puszyste zwieńczenie roku.

Nie liczę na to, że 2018 będzie łaskawszy – ale mam nadzieję, że my odnajdziemy w sobie tyle siły, aby zrealizować jeszcze więcej rzeczy niż dotychczas. Chcę być bardziej ambitny, aby moje życie stało się lepsze. Wtedy ze spokojem ducha kopnę los w tyłek za każde niedogodności, bo będę na tyle silny. Los się sam nie odmieni, jeśli nie weźmie się go w ręce. Dlatego chcę od siebie wiele wymagać, aby każde „jutro” było tym lepszym dla mnie i dla mojej zwariowanej rodzinki.

Wiem, że mogę to zrobić. Jest tyle aspektów w prywatnym życiu, które mnie o tym przekonują. Sam fakt, że mój blog co tydzień ma nowy post jest dowodem, że jeśli się chce, to można wszystko osiągnąć. Rok 2018 będzie moim rokiem zmiany.

A wam życzę tej siły, aby iść przez życie z podniesioną głową i stawiać czoła wszelkim przeciwnościom. Szczęśliwego Nowego Roku, pełnego zapierających dech przygód i  wrażeń! Niech każdy dzień będzie wyzwaniem, którego będziecie chcieli się podjąć!

Mefisto

#093. Święta

Nastał kolejny okres Świąt Bożego Narodzenia. Dla jedynych to czas kojarzący się z wydarzeniem religijnym, dla inncyh będzie to kilka dodatkowych dni wolnego, ale dla mnie jest to czas niezmiennej tradycji.

Pamiętam jako dziecko, że już kilka dni przed wigilią, kuchnia, we współpracy z babcią i mamą, tworzyła najsmaczniejsze potrawy, na które z utęsknieniem czekałem cały rok. Dzieci zawsze (choć pod czujnym okiem dorosłych) dekorowały choinkę, a dziadek pomagał kraść świąteczne cukierki z drzewka (ale tylko, gdy babcia nie patrzyła).

W wigilię wypatrywaliśmy z niecierpliwością na pierwszą gwiazdkę. Gdy ta pojawiła się na czarnym niebie, wszyscy dzielili się opłatkiem, składając sobie najserdeczniejsze życzenia, aby potem zasiąść do stołu i zajadać się po kolei dwunastoma potrawami. A temu, kto nie spróbował każdej potrawy, Mikołaj miał nic nie przynieść! Więc my, posłuszne dzieciaki, próbowaliśmy po łyżce każdej potrawy, a potem upychaliśmy się tymi ulubionymi.

Kiedy wszyscy byli już najedzeni, mama zabierała nas z babcią do innego pokoju i razem wyszukiwaliśmy Mikołaja na niebie, który miał zostawić nam prezenty. Strudzeni i zawiedzieni wracaliśmy do salonu, gdzie, ku naszemu zdziwieniu, prezenty piętrzyły się pod świątecznym drzewkiem. Mikołaj, jak zawsze, był krok do przodu.

To był taki rodzinny zwyczaj, aby tak spędzać Święta. W atmosferze spokoju i bliskości, spędzając te kilka dni inaczej niż zawsze: poświęcając czas rodzinie.

Chociaż przez wiele lat moje Święta ograniczały się do zrobienia sałatki i odpoczynku. Teraz, mając już swoją rodzinę, chciałbym wrócić do tego klimatu, który pamiętam z moich dziecięcych lat. Dla Smoczyńskiego. Bo ja mam co wspominać i chciałbym, aby i on mógł z radością wspomnieć domowy barszcz, wspólną kolację i wręczanie sobie prezentów.

A wam, moi czytelnicy, z okazji Świąt chciałbym życzyć zdrowia, szczęścia i spełnienia marzeń, aby każdy rok był tym lepszym rokiem, dużo siły, aby przetrwać ciężkie chwile, radości w pochmurne dni i przede wszystkim ciepła rodzinnego, bo to potrafi nadać życiu sens!

A każdy gracz niech znajdzie w grach to, czego potrzebuje! 🙂

Mefisto

#087. Działo się, dzieje się i dziać się będzie

Ostatni miesiąc był dość męczący. Działo się wiele, a my wszyscy czuliśmy się przeciążeni i wręcz przydeptani presją okoliczności. Mam wrażenie, że lista spraw do załatwienia zrobiła się nieskończona, a czas zaczął ulatniać się między palcami, chcąc sprawdzić, ile wytrzymam. Doprowadziło mnie to do takiej nerwicy, że dostając email z pracy prawie odszedłem od zmysłów. A był to tylko email, który odpowiadał na zadane przeze mnie pytanie… Na szczęście powoli spompowuję z siebie tą presję i staram się wrócić do normalności.

Z rzeczy rozwiązanych mogę wymienić zdanie mieszkania i odzyskanie depozytu. I to w porę, bo jak na złość zaczęły nam się psuć sprzęty. Wpierw padła kamera w samochodzie, a bez tego ani rusz – zwłaszcza jak widzę, co się dzieje na drodze. Następnie maszyna do gotowania ryżu (zwana też pieszczotliwie ryżomatem) zakończyła swój żywot, więc zmuszeni byliśmy zakupić nową, bo gotowanie ryżu w garnku jest niewygodne i zamiast skupiać się na gotowaniu obiadu muszę pilnować ryż (aby nie uciekł). Odkurzacz też powoli zdycha, więc i to musieliśmy zakupić. Nie mówiąc już o czymś większym i wygodniejszym niż wanienka dla Smoczyńskiego (link), który zdążył z tejże wanienki wyrosnąć. Pędrak rośnie, jakby się nawozu opchał. 🙂

Jakby tego było mało to musieliśmy zmienić ubezpieczyciela, bo propozycja odnowy ubezpieczenia była prawie dwukrotnie większa niż poprzednia. W nowej ubezpieczalni dostaliśmy jedną trzecią proponowanej kwoty.

Pociesza mnie z kolei to, że obecne mieszkanie jest ciepłe i nie przepłacamy (po raz pierwszy) za prąd i gaz. Po raz pierwszy nie mieszkam w mieszkaniu, w którym jest mi zimniej niż w samochodzie.

W międzyczasie lataliśmy wszyscy troje do lekarzy i do szpitali na umówione spotkania. Ty się śpieszysz, jak cholera, na umówioną wizytę, a oni każą ci czekać godzinami, bo nie wiedzą, kiedy lekarz cię przyjmie…

Od początku października nie zmrużyłem porządnie oka. Nie dość, że mam koszmary, to jeszcze wszystkim się martwię. Bo – niestety – problemy same się nie rozwiązują. Ale myślę, że jakoś daję radę. Poświęcam się Smoczyńskiemu, gram w gry i zajmuję się codziennym życiem. Nie zastanawiam się wtedy nad bajzlem, który ciągnie się za mną od lat. Przynajmniej chwilowo…

Moje urodziny upłynęły w miłej atmosferze. Dostałem truskawkę do posadzenia w domu, czym zajmę się na przełomie listopada i grudnia. Może coś wyrośnie? W końcu prawie wyhodowałem ziemniaka w domowych warunkach…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Drugi prezent omówię w innej notce, bowiem związany jest z moją pasją do gier i – mam nadzieję – uda mi się nagrać relację z jego używania.

Co do gier to aktywnie uzupełniam i edytuję linki do promocji na gry, a także do darmowych gier, którymi deweloperzy promują różne serie (niedawno Ubisoft rozdawał za darmo grę Watch Dogs). Zachęcam do regularnego wpadania na bloga na nowe promocje i oferty. Szkoda tylko, że ten widżet jest niewidoczny na aplikacji wordpressowej i mobilnej wersji strony.

Staram się też wrzucać na moje konto na YouTube migawki z Minecrafta, a niedługo planuję dorzucić też trochę innych gier. Bawię się też programem o nazwie OBS, którym mam nadzieję coś ciekawego nagrać.

Blog cały czas jest ulepszany (albo zagracany – jak kto woli). Mam zamiar zabrać się za zakładkę O Mnie i zrobić ją mniej smętną. Może nawet „pochwalę się” na czym wyczyniam moje growe bezeceństwa – w końcu notka o Niezniszczalnym była, to i Nowemu przydałoby się złożyć hołd.

Dla tych, co jeszcze nie widzieli: oto zakładka z linkami. Cały czas tworzona, modyfikowana i przeklinana, bo brakuje mi lepszego pomysłu na nią. Nie szkodzi – to się nadrobi. 😉

Notki staram się publikować raz w tygodniu. W niedzielę (bo tak mi najwygodniej). To takie kolejne z moich postanowień, którego trzymam się kurczowo od czasu notki o grze The Long Dark. Nie znaczy to, że nie mogę pisać ich częściej – po prostu to moje minimum. 🙂

Nie sądziłem, że aż tyle tego wyjdzie, ale czasem się zdarza. Trochę chaotycznie, ale to bardzo oddaje mój osobisty, życiowy zamęt. 🙂 Mam nadzieję, że powoli zejdzie ze mnie ten zamęt i będę mógł cieszyć się spokojem.

Mefisto

#082. Zmiany, zmiany, wszędzie zmiany

Jak widać – lub nie – walczę dzielnie ze zmianami na blogu. Przeglądam widżety, myślę, co by tu dodać. Pomysłów mam tysiące w głowie – pytanie tylko jak będzie z realizacją? Leń ze mnie okrutny, a ostatnio to w szczególności. Nawet moje rezerwy energii na czarną godzinę już się wyczerpały. Lubię jesień, ale nie lubię senności, którą ze sobą przynosi. Nie sprawdza się, kiedy chcesz żyć ciut aktywniej niż zwykle.

Mam też kilka pomysłów na kilka nowych ciągów wpisów, które powoli będę sobie pisał, a jak coś już napiszę i uznam, że nie piecze to w oczy to grzecznie opublikuję post.

Podstronę z linkami powoli i pieczołowicie produkuję, ale idzie to u mnie jak krew z nosa. Zastanawiam się, czy dawać krótki opis strony z mojego punktu widzenia, czy wypisać strony po kolei i nie zawracać sobie tym głowy? Jedno jest pewne: strony wypiszę alfabetycznie, aby nikt nie pieklił się o kolejność. 😉

Myślę też, że wstawię widżet z linkami do promocji na gry na różnych stronach oraz daty dużych promocji (potwierdzonych bądź spodziewanych). Wszyscy gierkomaniacy będą mieli okazję do obserwowania przecen na ulubione gry i poszerzaniu swoich kolekcji.

Co o tym sądzicie?

Nie będę opisywał mojego życia póki co. To jeden wielki chaos, nad którym muszę zapanować. A kiedy (o ile) to zrobię, to zrelacjonuję emocjonującą walkę Diabła z uczuciami szarganymi przez los. Życzcie mi powodzenia!

Mefisto