#394. Dlaczemu cz.8

Czasem mam potrzebę napisania czegoś pozytywnego, ale bardzo szybko łapię się wtedy na tym, jak bardzo przytłacza mnie cała negatywna rzeczywistość. Trzeba to przyznać, że naprawdę łatwo można znaleźć negatywne treści w dowolnych mediach, ale znalezienie czegoś, co przyniesie trochę radości jest niekiedy niemal niemożliwe. Tym bardziej, kiedy masz podły nastrój i chcesz rozweselić się jakimś pozytywnym newsem, a wokół sam terror dnia codziennego.

Nie lubię mieć złego humoru, bo wtedy wpadam w ten wir negatywności i nakręcam siebie niczym pozytywkę. Tylko zamiast uroczej melodi wydaję z siebie jęki pełne cierpienia. Trochę podobne do tych, kiedy próbuję podnieść się z łóżka i grawitacja za mocno mnie przyciąga. Tak, czasem mi się to zdarza.

Dlatego nie będę już marudził, ani się niepotrzebnie rozpisywał. Znalazłem coś pozytywnego i zostawiam to tutaj, aby każdy mógł nacieszyć oczy. Bo warto się cieszyć!

Mefisto

#231. O bodzie!

Postanowiłem być kulturalnym Diabłem i notki będę zaczynał od przywitania! Także dzień dobry wieczór! 😉

Smoczyński jest dzieckiem samowystarczalnym. Z reguły, kiedy zrobi istną rozpierduchę, my (jako odpowiedzialni rodzice) łapiemy się za głowę i wołamy „o boże”. Ostatnio mój mały rozbójnik narozrabiał, zrobił bałagan, a jako że byli rodzice zajęci, sam stanął nad tym pobojowiskiem, powiedział „o bodzie” i poszedł dalej czynić chaos. To mi osłodziło wszystkie trudy rodzicielstwa… 😀

A chaos był – i to jaki! Połówka pojechała prawie na dwa tygodnie do Polski, a ja zostałem sam ze Smoczyńskim, pracą i studiami. W pracy wziąłem sobie wolne co drugi dzień, aby nie mieć tak przekichane, studia trochę olałem (właściwie to ilekroć chciałem się uczyć, czy coś, to siadałem do sprzątania 😂), ale z dzieckiem mym było trochę problemów.

Przede wszystkim tęsknota. Wiadomo, że dziecko tęskni, a on jest na tyle duży, aby to zrozumieć i zrobić mi o to awanturę. Udało nam się jednak wytrwać do końca bez chęci pomordowania siebie nawzajem. 😉

Chociaż przyznam, że Ryanair dał się nam w kość. Tylko 15 godzin czekania na lot i jedna prawie zarwana noc. Dzięki… Jeszcze pasażerów kompletnie olali i nasłał na nich ochronę lotniska, a kolesia, który pisał z nimi na Twitterze zablokowali… Także ten.

Grunt, że Połówka jest już w domu. Skargi na nich popiszemy sobie w wolnym czasie.

Zacząłem też studia. Zacząłem je od porządków. 😂 Beznadziejny ze mnie przypadek! Ale oto jestem – pomimo przeciwności losu. W ogóle w Anglii też mają swoje „panie Halinki” w biurach. Moja studencka pożyczka jest wciąż niezaakceptowana, bo musiałem dosłać miliony dokumentów. Ostatecznie dostałem informację, że w ciągu 25 dni roboczych ją zaakceptują. Wcześniej rozmawiałem z taką „panią Halinką”, co mi powiedziała, że jeśli dwa tygodnie po zaczęciu studiów nie będą mieli informacji , że dostałem pożyczkę to mnie wywalą ze studiów. 😱 Potem rozmawiałem z inną panią (nazwijmy ją roboczo Bożena). Pani Bożena powiedziała mi, że po dwóch tygodniach pytają się o co chodzi i jeśli nie dostałem pożyczki to wtedy oferują inne sposoby zapłaty za studia. Ale skoro mają mi zaakceptować pożyczkę to wszystko jest ok i wystarczy, że będę z nimi w kontakcie. 🙂

Sama nauka jest ciekawa, bo wybrałem Open University i zdalne nauczanie. To znaczy, że sam decyduję czego i kiedy będę się uczył. Oczywiście uniwersytet daje nam różne plany nauki, które są dopasowane do ich systemów oceniania (a są ich trzy). Plany mają wyszczególnione zadania na dany tydzień typu „przeczytaj i przerób jakieśtam tematy”, a kiedy to zrobisz to możesz sobie odhaczyć postęp. W nich są wyszczególnione różne materiały online do nauki, zadania i programy do ściągnięcia, które mam używać.

Co do metod oceniania to są trzy: iCMA, TMA i egzaminy. iCMA (interactive Computer Marked Assignment) to rodzaj pracy domowej, którą sprawdza komputer. Naszym zadaniem jest odpowiedzieć na pytania na stronie uniwersytetu i wysłać je do sprawdzenia. Ocenę otrzymujemy po tym jak minie termin końcowy. TMA (Tutor Marked Assignment) to też praca domowa, którą wysyłamy do naszego nauczyciela/wychowawcy/opiekuna grupy.

Oczywiście mamy cztery poziomy zdania: Pass 1 – 4. Aby uzyskać Pass 4 trzeba mieć minimum 40%, Pass 3 – 55%, Pass 2 – 70%. Pass 1 jest powyżej 85% i oznacza zdanie z wyróżnieniem. Już wiecie w co celuję. 😉

W tej chwili mam aż 3 moduły: technologia komputerowa 1, podstawy matematyki 1 oraz podstawy matematyki 2. Z matematyką 1 jest o tyle fajnie, że jest ona praktycznie powtórką tego, co miałem w liceum, więc mogę spokojnie podejść też do matematyki 2, która jest kontynuacją matematyki 1. Tak, pozwalają studiować te dwa przedmioty jednocześnie – mają nawet specjalny plan, aby te przedmioty pogodzić (jednakże ten plan przeznaczony jest dla tych, którzy z rzeczami w matmie 1 nie mieli jeszcze styczności). 😀

Do tego są jeszcze wykłady: można wybrać, czy chce się na nie pójść osobiście, czy mieć sesję online. 😀 Jest to bardzo wygodne – w szczególności jak ma się inne zobowiązania i zamiast tracić czas na dojazdy można np. pobawić się z dzieckiem.

A wiecie co jest najlepsze? Miałem już jedną taką sesję zapoznawczą i dowiedziałem się, że słuchawki sięgają mi aż do kuchni. Będę mógł żreć podczas wykładów! 😂

Ale już wiem, że zawaliłem jedno iCMA z matmy. 70% tylko. 😦 Czyli zamiast 2% ogólnej oceny mam tylko 1.4%! Problemy z lotem i problemy z internetem, który nagle zaczął się rozłączać spowodowały, że się zestresowałem i źle przepisałem kilka rozwiązań (20% z powodu źle postawionych minusów)… Głupi jestem, bo mogłem to zostawić na inny dzień i zrobić to na spokojnie. 😦

Jeśli chodzi o bloga: staram się pracować nad notkami o Anglii, które mam nadzieję zacząć wstawiać w miejsce Wędrowca jak tylko z nim skończę. 😀 Postanowiłem też, że motyw opowieści ze screenami z gier to będzie kolejna seria na blogu. Będą się pojawiać w trzecie środy miesiąca, ale od razu zaznaczam, że mogą być przerwy między opowiadaniami. 😛

Mam też taki ambitny pomysł (albo samobójczy – Wam zostawiam ocenę). Postanowiłem powoli przejrzeć wszystkie notki i w miarę możliwości poprawić jakieś literówki, czy interpunkcję. Jako że notek jest już grubo ponad 200 to myślę, że mnie powaliło z takim pomysłem, ale cóż zrobić. 😂 Lubię jak wszystko jest zrobione starannie, ale nie zawsze mogę na sobie polegać z różnych względów i potem muszę do tego wracać, i poprawiać. 😛

Ze świata gier: 22 października to dosłownie dzień dziecka dla mnie. Nie dość, że do SWTOR wydany będzie dodatek Onslaught, to jeszcze The Long Dark wydaje epizod 3. Jak nic biorę wolne i cały dzień gram! 😀

Wolne chwile (póki co) spędzam w Minecrafcie i buduję swój zamek. Niedługo będę nagrywał kolejny filmik z kolejnymi zmianami. Myślę też, że zaktualizuję w końcu grę do wersji 1.14.4, bo ta wersja ma sporo rzeczy, które mi się przydadzą przy budowie średniowiecznej fortecy. 😉

Staram się też nagrywać i wrzucać zabawne, ale krótkie filmiki z gier. Na przykład takie:

Mam ich wystarczająco dużo, ale zdecydowanie za mało chęci, aby je regularnie wrzucać…

Myślę, że na razie to tyle. Wpadłem w bardzo zły zwyczaj, aby pisać te notki praktycznie jednego dnia, przez co gubię wiele rzeczy, o których chciałem napisać. No cóż. Będę musiał popracować nad lepszą organizacją bloga. 😉 Albo do końca życia będę sobie suszył o to głowę…

Mefisto

#168. Tooth and Tail

286000_20190120012600_1

Tooth and Tail to ciekawa gra strategiczna stworzona przez studio Pocketwatch Games. Swoją premierę miała we wrześniu 2017. W tej pozycji wcielamy się w przywódców każdej z czterech frakcji (w odpowiedniej kolejności) i walczymy przeciwko innym frakcjom.

Brzmi banalnie, czyż nie?

Tą grę najlepiej opisuje zdanie „zjedz lub zostań zjedzony”. Wszystko bowiem kręci się wokół zwierząt, a te, chcąc być cywilizowane, pragną jeść mięso. Jednakże zapas mięsa nie wystarcza do wykarmienia głodnych gęb, więc w trakcie łapanki zostaje zabrany syn przewodników Długich Płaszczy (Longcoats). Ten, wściekły po stracie dziecka, zaczyna rebelię mającą na celu wyłonić zwycięzców, którzy zjedzą przegranych…

Mechanika gry polega na stawianiu budowli, dzięki którym możemy rekrutować nasze jednostki bojowe (żaby kamikadze, wiewiórki z pistoletami, gołębie sanitariuszy, dziki z miotaczamy ognia itd.) bądź też rekrutować ich bezpośrednio w zamian za cenne mięso. Mięso za to pochodzi od świnek, które wpierw uprawiają pola (dla siebie), a potem są przerabiane na szyneczkę.

Każda z frakcji posiada swojego lidera, którym kierujemy. Dzięki niemu zbieramy naszych żołnierzy i wydajemy im rozkaz do ataku lub wycofania się. Musimy być ostrożni, bowiem nasz lider może zginąć i chwilkę zajmuje mu odrodzenie się, a w tym czasie nasza armia może być dziesiątkowana z racji braku organizacji.

Nie jest to długa gra, ani wymagająca, ale bardzo dobrze uzmysłowiła mi znaczenie słowa rzeź. Niektóre mapy/misje były tak męczące, że robiłem je po kilka godzin. Im dalej, tym ciężej! Przyznam bez bicia, że jedna mapa była tak trudna, aż użyłem kodów do gry, bo nie byłem w stanie jej przejść. Jako ciekawostkę dodam, że cokolwiek przyznasz sobie za pomocą kodów, przeciwnik dostanie to samo. Także dużo mi to nie ułatwiło…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ta pozycja dosyć mi się podobała z racji swojego ciekawego pojdeścia do organizacji wszystkiego. Pierwszy raz grałem w grę strategiczną, w której miałem jedną postać do sterowania wszystkim. Jedocześnie nie mogłem tą postacią walczyć! Ta zaskakująca odmiana była czymś niezwykle ciekawym i odprężającym, chociaż swoje się nastresowałem, kiedy wróg zalewał mnie lawinami przeciwników, a mi brakowało miejsca na dziki z miotaczmi ognia…

Polecam grę osobom, które są cierpliwe i mają dużo czasu, aby spokojnie przejść każdą misję i przeżywać przygodę naszych bohaterów! Zakończenie gry zaskakuje na tyle, że jest warte dotrwania do końca!

Mefisto

#159. Koczownik

Zacznę od tego, że trafia mnie już szlag z właścicielami mieszkań w Anglii. Postanowił sprzedać dom, więc dostaliśmy wypowiedzenie. Arghh! Nie powiem, co i gdzie mu życzę, bo jednak chciałbym, aby ten blog został kulturalnym miejscem.

Tyle dobrego, że nie chciało nam się rozpakowywać do końca, więc część rzeczy jest już spakowana. Ale tak szczerze to nie widzę sensu wydawać blisko trzy tysiące funtów (nie licząc kosztu przewozu rzeczy), aby za kilka miesięcy znowu wylecieć, bo ceny mieszkań lecą w górę, więc wszyscy sprzedają, bo widzą w tym czysty zysk. Dlatego poważnie zastanawiam się nad powrotem do Polski, bo mam już po prostu tego po dziurki w nosie i nowe życie mogę równie dobrze zacząć tam.

Jakby mało było nieszczęść to Smoczyński spadł z łóżka. Ze mną. Bo próbowałem go łapać. Przez sen. Jemu na szczęście nic nie jest, bo upadł na samą podłogę, a ja mam guza na udzie, bo po drodze wpadłem na szafkę. Już nie wspomnę, że następnego dnia wbiegł na moje kolano i jemu znowu nic, a ja mam kolejnego siniaka. Z czego on jest zrobiony?!

Kolejna smutna wiadomość to taka, że skończyłem grać w Assassin’s Creed Odyssey. Tak mi się dobrze grało, że przeciągałem ukończenie gry najdłużej jak się dało. Aczkolwiek zamierzam przejść wszystkie pozostałe części z Assassin’s Creed, bo dzięki przecenom na Black Friday dorobiłem się kilku pozycji, których mi brakowało (i dostałem Rayman Legends jako gratis :D). Pocieszające jest to, że zamierzają wydać kilka dodatków do gry, więc jeszcze do tego tytułu wrócę. 🙂

(proszę mi nie przypominać, że pisałem o fakcie, iż mam masę gier, w które nie zagrałem i chciałem zająć się wpierw nimi niż kupować coś nowego – jestem tego świadom, dlatego szybko zabieram się za inne gry, aby móc kupować więcej nowych 😀)

Co do przecen na Black Friday to zakupiliśmy Alexę trzeciej generacji. Nie jest najgorzej, bo nie wtrynia się co chwile, jak tylko wyczuje, że ktoś zamierza powiedzieć „Alexa”. Ale i tak doprowadza do szału. 😛 I ciężko ją uciszyć. Trzeba użyć komendy administratora „f**k you”, a i to czasem nie działa. 😛

Jeśli chodzi o kwestię pracy to jestem w trakcie zmiany na inną, ale wciąż w obrębie urzędu. Nie oznacza to jednak, że będę w stanie kontynuować serię z życia urzędnika, bo nowa praca ma mnie odciąć od większości ludzi (czyli źródła mojego stresu). No, ale to czas pokaże.

Chociaż według lekarzy powinienem wrzucić bardziej na luz i odpocząć (czytaj: zrezygnować na jakiś czas z pracy). Jestem tego świadom, ale realia mojego życia na to nie pozwalają (bo za co sfinansuję mój koczowniczy tryb życia?). Może i wrzucam spory ciężar na swoje barki, ale chcę mieć pewność, że moja rodzina ma wszystko zapewnione.

W życiu nie sądziłem, że cokolwiek może mnie bardziej przemielić niż to, co spotkało mnie, Smoczyńskiego i Połówkę w tym roku. Nie chciałbym przez to tracić motywacji, ale to jest naprawdę trudne. Momentami boję się, że nawet i bloga porzucę, bo mi braknie sił. A byłoby mi szkoda, bo to jeden z blogów, który przetrwał ponad 2 lata i dał mi sporo radości. Na razie – na szczęście – mam trochę zapasu notek i może uda się na tym przetrwać ten armagedon.

Chociaż ten strach napędza moją wenę, bo w miarę idzie mi pisanie notek. Mam tylko dwie zaległe gry do zrecenzowania i cztery nowe do opisania.

Żeby już nie smęcić to napiszę trochę o świecie gier. 🙂 Wyszedł Beholder 2! Miałem już okazję przekonać się o świetności tego tytułu w becie, więc bez chwili zawachania dokonałem zakupu (w szczególności, że miałem jeszcze kupon ze zniżką na 20% :D). Powiem wam, że twórcy stworzyli majstersztyk pod każdym względem. 🙂 I zmienili kilka rzeczy, więc nie ma co się sugerować do końca betą. 😀

Zacząłem też grać w pierwszą część Assassin’s Creed i pierwsze, co udało mi się zrobić to zepsuć samouczek. Wszystko przez to, że jest tam kompletnie inne sterowanie niż w Assassin’s Creed Odyssey. Akurat to udało mi się nagrać, więc filmik dodam do recenzji. 😀 Swoją drogą między pierwszą, a najnowszą częścią jest 11 lat różnicy? To znaczy, że byłem nastolatkiem, kiedy pierwszy raz w to grałem… Aż mi się tamte czasy przypomniały!

Zbliża się koniec roku, więc powoli przygotowuję listę trzech najlepszych gier na rok 2018. Podobną rzecz napisałem o 2017 i mam nadzieję, że to będzie taka blogowa tradycja. 😉 Notka pojawi się w styczniu – najpewniej zamiast jednej notki o grach. 😉

Intel znowu mnie zaskoczył, bowiem dostałem świąteczny prezent od nich w postaci kuponu na grę. Wybrałem Ashes of Singularity: Escalation i zacieszam z tego powodu. 🙂

Nagrywanie idzie w miarę dobrze – poza paroma problemami, które mam sam ze sobą. Nie wolno nagrywać filmików, jak jest się chorym. Dobrze, że to było coś lekkiego: inaczej odwaliłbym coś gorszego. 😉 Aczkolwiek mam szlaban na darcie się (wy tego nie słyszycie, bo wyciszyłem mój głos), bo prawie obudziłem Smoczyńskiego. Jak się nie będę pilnował to nie będę mógł nagrywać!

Tym razem tylko jeden, bo niestety dalej jestem chory, ale i Smoczyński jest chory, a także mam masę innych problemów, więc nie mam kiedy nagrywać. Jeśli się uda to nagram w nadchodzącym tygodniu.

Póki co musimy wszyscy wyzdrowieć i nabrać sił na walkę z rzeczywistością!

Mefisto

#006. Minecraft

Moja pierwsza gra na Linuxie, która nie wymagała wina to Minecraft (data wydania: 2011), stworzona przez Mojang. Napisana w Javie gra do eksploracji świata i detonowania przerośniętych ogórków. Chyba prościej tego nie można opisać.
Minecraft budzi wiele kontrowersji, jedni ją lubią, inni nie za bardzo. Jedno trzeba przyznać: ta gra jest potężnym narzędziem zasilanym przez wyobraźnię fanów, którzy od początku istnienia tej gry, aż po dziś dzień stworzyli tysiące przeróżnych modów, z których korzystają gracze na całym świecie.

Mnie osobiście mody potrafią zmęczyć (obecnie gram na serwerze, który zawiera ich 110). Przyznam szczerze, że są zarówno ciekawe, jak i trudne. Lepsze bronie, czy sprzęty otwierają drogę do większych możliwości, ale czasem zrobienie ich zajmuje bardzo dużo czasu. Jeśli ktoś twierdzi, że mody to cheatestwo to bardzo się pomylił. One same w sobie eliminują możliwość oszukiwania.
Jednakże skupmy się na zwykłym Minecrafcie, jego wadach i zaletach.

Podstswową rzeczą jest to, że Minecraft zawiera różne „tryby” gry. Creative otwiera dostęp do wszystkich bloków w grze i pozwala na kreatywne spędzanie czasu w grze. Survival z kolei skupia się, jak sama nazwa wskazuje, na przeżyciu. Tryb Adventure dotyczy map tworzonych przez graczy, których celem jest fabuła bądź przygoda (jak np. mapy polegające na wydostaniu się z danego miejsca). Tryb ten uniemożliwia niszczenie niektórych bloków, aby gracz zmuszony był działać wedle ustalonej fabuły. Jest również tryb Hardcore, który jest niemal dokładnie taki sam jak Survival z tą różnicą, że zginąć można w nim tylko raz (na serwerze otrzymuje się bana, który może wygasnąć po pewnym czasie, a prywatna rozgrywka zostaje usunięta z komputera).

Gra oferuje również masę surowców, z których możemy pozyskać przedmioty potrzebne nam do przetrwania (zbroje, narzędzia, bronie). Wiadomym celem graczy jest uzyskanie ich jak najlepszej jakości (i zemszczeniu się na potworach).

Można by tę grę opisywać i opisywać, ale ja powiem w skróce: lubię Minecrafta za wolność i możliwość zrobienia ze światem cokolwiek, co się chce (można go wysadzić w trybie Creative).

Można budować niesamowite budowle. Albo niszczyć wszystko wkoło.

Można zabijać bossy (dostępne są obecnie tylko dwa bossy).

Można też po prostu świetnie się bawić (wraz z błędami gry).

To, co opisałem tutaj to podstawy podstaw, sam Minecraft jest bardzo rozbudowany, więc opisanie go zajęłoby stulecia (poważnie). Rozbiję moje „ochy” i „achy” nad nim na kilka notek, gdzie opiszę perypetię ze światem, potworami i moim głównym przeciwnikiem: modami (chociaż na powyższycg filmikach widać, że można się nimi świetnie bawić).

Mefisto