#133. Na wesoło!

Kolejne cztery tygodnie minęły jak z bicza strzelił, ale ilekroć mam coś do zrobienia to czas pędzi jak nienormalny.

Zacznę od wesołej wieści: zdaliśmy mieszkanie. Wysprzątane, wyczyszczone, dziury w ścianach po półkach zaklejone i zamalowane. Nasz były wynajmujący spotkał się z nami na dosłownie dwie minuty, zabrał klucze i zostawił nas z facetem z agencji, który miał sprawdzić mieszkanie. Ten zauważył kilka otarć (część udało się doczyścić), ale generalnie powiedział, że jesteśmy dobrymi najemcami, bo mieszkanie jest lepiej wyczyszczone niż było na początku. Nawet sobie pogawędziliśmy o byłym wynajmującym, bowiem ten przywitał nas czerwonymi ślepiami – wiadomo od czego… Aż nam się przypomniało jak innym razem, również z czerwonymi oczyma, naprawiał klamki w drzwiach i zamontował je na odwrót.

Na szczęście były właściciel zgodził się oddać cały depozyt. Pierwszy raz miałem okazję skorzystać z jednej z rządowych firm/agencji, które ubezpieczają depozyt. Dostaliśmy link, gdzie w formularzu, który częściowo wypełnił były właściciel, podaliśmy swoje dane do przelewu i po kilku dniach otrzymaliśmy przelew. Nawet wygodna usługa. No i Połówka ma teraz spory zapas gotówki na wyjazd do Polski na kolejną turę leczenia (a ja wybieram już dodatki do Simsów – to już taka nasza tradycja :P). Znowu zostanę na dwa tygodnie ze Smoczyńskim! Biegającym Smoczyńskim! Coś czuję, że żywy z tego nie wyjdę!

Stan mojego zdrowia się nie poprawia. Co gorsza nie wiadomo co to jest, a podejrzenie zaczyna padać na chorobę autoimmunologiczną, która ujawniła się jeszcze nim Smoczyński się urodził (właścicie to pierwsze objawy miałem prawie 5 lat temu, ale wtedy „byłem za młody, aby chorować”). Jak już zrobią senty test krwi to może będę coś wiedział. Mam tak poharatane ręce od pobrań krwi, że wyglądam jak po ataku wściekłej pielęgniarki…

Smoczyński niedawno miał szczepienie z okazji ukończonego roku. Było trochę gorączkowania, ale odbyło się to bez większych ekscesów i na ogół był wesoły jak zawsze. W te gorsze dni siedział przytulony do nas, bo w końcu przytulenie się do rodzica to najlepsze lekarstwo. Dosłownie i w przenośni. 🙂 W te lepsze dni taranował wszystko na swojej drodze trenując nową umiejętność: bieganie niczym pocisk. Obecnie próbuje połączyć tą umiejętność z wskakiwaniem (nie wchodzeniem) na meble. Od czasu do czasu czaruje też przy użyciu kolan Połówki… 😛

Mając trochę więcej czasu, staramy się lepiej gotować, dzięki czemu i Smoczyński podżera domowej roboty sosy, zupy i co tam nam do głowy wpadnie. A że żarłok (po Połówce :P) to zasysa wszystko z prędkością światła. Albo i szybciej. Swoją drogą kupiliśmy mu smoczek (link), do którego można wkładać owoce i teraz wesoło sobie ciumka ulubione jabłka i winogrona. Raz udało mu się otworzyć smoczek i wytarzać w przeciumkanej zawartości. Wyglądał, jakby kogoś zamordował z uroczym uśmiechem na twarzy… 😉

Swoją drogą dostałem takie zapytanie: co nie zmieniło się w Smoczyńskim od czasu jego narodzin. Bez zmian jest wciąż jego krótki, kaczy puszek na głowie (o, i zdradziłem część nazwy Buntu Kaczek ;)).

W wolnej chwili (lub też w akcie desperacji po ostatnich miesiącach w zabieganiu) udaliśmy się do naszego Cichego Zakątka, a ten z radością przywitał nas przepysznymi jeżynami! Wykopałem z plecaka siatkę i uzbieraliśmy ich nawet sporo. Smoczyński miał wyjątkowo smaczny mus z owoców oraz kompot, a my z Połówką mieliśmy bardzo dobre ciasto! 🙂

Ze świata komputerów: niedawno 25-te urodziny obchodził Debian (jedna z dystrybucji systemu Linux). To więcej niż ja mam! Niesamowite, że dzięki oddaniu ludzi dokładających swoją cegiełkę do linuksowej społeczności ten system wciąż istnieje, rozwija się i osiąga rzeczy, o których twórcy nie myśleli 25 lat temu (jak na przykład fakt, ile gier wychodzi co miesiąc na różne dystrybucje Linuksa).

Dowiedziałem się też o istnieniu strony internetowej, która ma za zadanie uświadamiać, czymś są DRM (Digital Rights Management) i dlaczego są one złe w świecie gier. Już sama nazwa strony – FCK DRM – powala. Jestem jak najbardziej za takimi akcjami. Tutaj macie link do strony.

Przygotowuję Kącik Techniczny na swój wielki debiut we wrześniu. Będzie się pojawiać (mam nadzieję) w każdą pierwszą środę miesiąca. Co do notek o lokalnych podróżach to musimy nadrobić nasze krótkie wypady. Niestety, ale ostatnio nie ruszamy się z domu, bo mieliśmy za dużo na głowie. Aczkolwiek Kącik Podróżniczy (bo tak nieoryginalnie będzie się nazywał) też będzie mieć premierę we wrześniu – w drugą środę miesiąca. Mam tylko nadzieję, że nie zapomnę dodać tych notek…

Pracuję też w tej chwili nad gamebookiem. Potem zrobię kontynuację gamebooka za pomocą RPG Makera. Na razie odstawiłem rysowanie, bo jestem trochę przemęczony, ale już mam plan, która seria z Pamiętników będzie na pewno ozdobiona rysunkami. :>

Ostatnio miałem trochę wolnego od gier. Tzn. nie tak, że nie grałem. Do tego musiałbym być jeszcze poważnie chory, a najpewniej martwy. 😛 Powodem tego jest fakt, że mam 12 gier do opisania. To daje mi notek na pół roku przy średniej ilości 2 notek z gier na miesiąc. Moim celem jest teraz chociaż opisać je, aby były gotowe na swój wielki dzień. Za szybko gram w gry, nie nadążam z opisywaniem! 😀

W tym czasie razem ze Smokiem naparzaliśmy w Saints Row: The Third. Nagrałem kilka migawek z różnych błędów, które się wydarzyły, ale to tyle z mojej strony. Wpisu o tej wybitnej grze nie będzie póki co. 🙂 Oto najciekawszy bug gry, pozostałe są na moim kanale na Youtube.

Zamierzam na dniach przetestować nagrywanie i zabrać się za Yooka-Laylee. Najpewniej będzie to raptem kilka, kilkanaście minut, bo pewnie zje mnie trema, czy coś… 😉

Swoją drogą piszę o tym, bo dzięki temu pamiętam, co mam zrobić! Te notki to taka lista rzeczy do zrobienia dla mnie. 😀 Bo zwyczajne listy na mnie nie działają…

Przyznam się też, że zrobiłem listę pomysłów na bloga, które mniej lub bardziej będę realizował. Pierwszym z nich będzie po raz kolejny posprzątanie na podstronce Gry, aby posegregować niektóre tytuły (jak np. Castlevania) na serie, a pod nimi będą wymienione pozycje, które przeszedłem. No i uzupełnienie ikonek gier, bo trochę ostatnio zjadło mnie lenistwo i po prostu mi się nie chciało. 😛

Połówka zakupiła ostatnio trzy używane dyski talerzowe i jeden o wielkości 1 TB trafił do mnie. Pozostałe dwa są praktycznie nowe, a mój trafił się uszkodzony. Dysk idzie do reklamacji, ale ja w ramach pocieszenia dostanę dysk SSD 1 TB! W końcu! Jakby tego było mało to do dysku dołączona jest gra także jestem bardzo szczęśliwy i zmotywowany do dalszych działań. 🙂

Jeszcze Połówka ostatnio potwierdziła, że zgadza się na Playstation 4, bo znalazłem grę, którą współtworzyło Studio Ghibli… 🙂 Także mam tak przeogromny zaciesz na twarzy, że chyba mi kąciki ust pękną. 😀

Na sam koniec zdradzę wam mój niecny plan: mamy zamiar z Połówką (chociaż Połówka jeszcze o tym nie wie) zabrać Smoczyńskiego do lasu, założyć mu butki i wypuścić na wolność… No dobra, za rączkę się z nim tam przejść. 😉 Byłby to pierwszy raz samodzielnego chodzenia poza domem. Napiszę wam, czy mu się podobało… 😉

Mefisto

Reklamy

#112. Znowu życie dało nam po pysku

Miała być notka z grą i nie będzie, bo jestem zły i zawiedziony. Właściciel mieszkania poinformował nas, że raczej nie przedłuża z nami kontraktu, bo kuzynka chce się wprowadzić. Okej, święte jego prawo. Szkoda tylko, że skusiliśmy się na to mieszkanie, bo w końcu miało być na kilka lat. Szkoda tylko, że rodzina nam je zafundowała jako prezent na „nowy start z dzieckiem”. Gdybym wiedział, to w okolicy były inne mieszkania za tą samą lub podobną cenę.

Straciłem całkowicie poczucie „domu”. Kiedy idę z jednego pokoju do drugiego, czuję pustkę. Wiszę w powietrzu. Znowu stałem się bezpański.

Po raz kolejny zaczynamy bieg o mieszkanie. W piątek skierowałem swoje kroki do urzędu miasta. Medycy od stanu mojej głowy podpowiedzieli, że wedle prawa angielskiego jestem już bezdomny i mogę ubiegać się od państwa o pomoc. Jak miło. Państwo jednak rzekło, że muszę mieć papierek, który oficjalnie wypowiada mi najem. Uderzyłem z tym do właściela i, jeżeli kuzynka rzeczywiście się wprowadza, to powinniśmy dostać go w poniedziałek.

W tym samym czasie szukamy prywatnie, bo rodzina zapowiedziała pomoc. Sam spojrzałem na nasze finansowe możliwości i stwierdzam: ciężkie, ale nie niemożliwe.

Ktoś zapytał się co ja takiego robię, że mam tak „ciekawe” życie. No nic nie robię. Może taki jest przepis? Przyznam, że w całym tym roztargnieniu mało nie pojechaliśmy do Walii zamiast do Bristolu… Sami widzicie, że choć się staramy, to nerwy targają nami przeokrutnie.

Druga okropna i wkurzająca sprawa, to sprawa chłopca o imieniu Alfie Evans, który zmarł w sobotę. Usłyszałem o nim, kiedy na ustach wszystkich była sprawa chłopca z podobnym problemem Charlie Gard. I muszę wylać kubeł już nie pomyj, a ścieków na brytyjskich lekarzy i ich cholerną dumę. Niestety, ale mam do czynienia z tymi patałachami i wiem, że daleko im chociażby do konowałów. Bo może mógłbym się zastanowić, czy to rodzina nie przesadza, gdyby nie to, że moja rodzina przez nich też przechodzi piekło.

Alfie nie miał postawionej diagnozy. Domniemano MMDS. Lekarze jednak nie mieli pewności, a mimo to odmówiono innym szpitalom podjęcia się diagnozy. Wydaje mi się, że wiem dlaczego.

Parę lat temu, gdy choroba połówki była dla nas dużo większą zagadką niż jest teraz, udaliśmy się do brytyjskich lekarzy z NHS i chodziliśmy do nich nasłuchując się bzdur i obelg. W końcu nie wytrzymałem, poinformowałem konowałów, że pójdę z połówką prywatnie i zażądałem dokumentów odnośnie ich „leczenia”. Po kilku dniach otrzymaliśmy list w kopercie zaadresowany do lekarzy z prywatnej placówki (podałem nazwę placówki podczas wizyty).

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jedno zdanie:

IMG_20180428_220143a

Pani „doktor” chciała, aby lekarze poinformowali nas, że nie gwarantują nam badań w obecnym stanie zdrowia połówki. Czyli chciała chronić swój niedouczony tyłek, bo mogłoby jeszcze coś wyjść na badaniach (i w sumie wyszło, bo badanie zrobiliśmy w Polsce).

Medycyna nie spadła nam z drzewa z odpowiedziami na wszystko – sami musimy ich poszukać. Jej rozwój spowalniają wpierw lekarze przepełnieni pychą, kapłani i duchowni, potem fanatycy poglądowi, a na końcu tej listy koncerny farmaceutyczne, bo im akurat najmniej na tym zależy z racji tego, że oni zawsze będą zarabiać na chorobach.

A jak widzę takiego lekarza, który powie ci, że głodzenie dziecka to nie morderstwo, to mam ochotę pakować się i uciekać z tego kraju. Bo życie bywa przewrotne i może się zdarzyć, że któreś z nas skończy z taką opieką… Co gorsze: ten koleś z wyglądu jest podobny do doktora śmierć.

Mefisto

#075. Beholder

Screenshot

Beholder. Gra, w której zmuszeni jesteśmy do podejmowania decyzji – dobrych lub złych. Niekiedy decyzje podejmowane są za nas, a my możemy jedynie podążać za ustalonym już harmonogramem wydarzeń.

Gra została stworzona przez Warm Lamp Games i wypuszczona na platformę Steam dziewiątego listopada 2016. Muszę to przyznać z ręką na sercu, że gra urzekła mnie swoją niebanalnością, dziwnością, jak i ułudnym poczuciem władzy. Wszakże to my możemy donieść na kogoś i pozbyć się go z grona naszych lokatorów. To my poniesiemy konsekwencje złego wyboru.

Czytaj dalej

#053. Droga przez mękę – szukanie nowego mieszkania

Anglia ma to do siebie, że czasem zadaję sobie pytanie, co ja tu robię. Tutaj jest jak w odbiciu zwierciadła, które w krzywym grymasie pokazuje szarą rzeczywistość. Nie zawsze, bo czasem są aspekty, które potrafią zaskoczyć, ale w przypadku wynajmu mieszkań jest to raczej zaskoczenie poprzedzające rozpacz.

Szukamy sobie większego lokum, bo nasze potrzeby proporcjonalnie się zwiększają (ale to nie tak, że utyliśmy – po prostu przybyło nam dóbr wszelkiej maści i pod każdą postacią). Padło więc na to, aby mieć mieszkanie z jednym pokojem i salonem conajmniej. Ceny są w moim mieście strasznie nieadekwatne, co do jakości, ale mieszkać gdzieś trzba, więc odpalamy przeglądarkę i szukamy odpowiedniego gniazdka dla nas.

Jak ktoś mi w ogłoszeniu pisze „apartament”, „wysokiej jakości”, „eleganckie”, „po remoncie” to spodziewam się mieszkania, które spełnia jakieś standardy.

  1. Skoro ma być po remoncie to chcę zobaczyć, że rzeczywiście jest po remoncie. A nie, że remont jest planowany, jak się wprowadzę (gdzie, jak, kiedy i dlaczego?).
  2. Wysoka jakość nijak ma się do zrośniętego grzybem okna, którego nie da się otworzyć.
  3. Zdjęcia z reguły są kilkuletnie – z reguły zaraz po remoncie. Z jednej strony się nie dziwię, widząc pobojowisko, jakby stado kogutów urządzało nielegalne walki w tymże „apartamencie”.
  4. Moje ulubione: w mieszkaniu jest zimniej niż na zewnątrz.
  5. Okna trzymają się na grzybie, ściany również.

Były też mieszkania, które wydawały się w porządku. Niestety, chcemy wynająć przez agencję. Te twory są powodem wrzodów na żołądku u mnie, bo kultura  i jakiś szacunek do osób, które są potencjalnym „klientem” to chyba rzeczy niespotykane.

  1. Zostaliście kiedyś ochrzanieni, bo nie wiecie, o którym mieszkaniu mówi pośrednik? Ja zostałem. Szkoda tylko, że na danej ulicy były trzy mieszkania do wynajmu (dwa od tej samej agencji) i podanie mi nazwy ulicy nic mi nie dało. Obrażony pan kazał mi sobie sprawdzić i się rozłączył.
  2. Pani była przekonana, że moja samozatrudniona połowa nie może udowodnić swoich zarobków. Co z tego, że sam prowadzę dokładną księgowość dla mojej miłości… Pani wiedziała lepiej.
  3. Nie wiem, co muszą brać w tych agencjach, by pokazywać zdemolowane mieszkanie, zapleśniałe z sufitem walącym się na łeb i nazywać je apartamentem po remoncie. Albo inaczej: jak bardzo myślą, że jestem głupi, że mi taki kit wciskają?
  4. Wmawianie mi, że dziura w podłodze, suficie, mózgu (o ile istnieje) tychże istot zostanie naprawiona zaraz jak zapłacę depozyt/wprowadzę się.

Oczywiście wciąż mieszkania nie wynajęliśmy, bo wybredne stworzenia jesteśmy. Dobre mieszkania schodzą szybciej niż uda nam się je zobaczyć, złe stoją i straszą swoją „atrakcyjnością”. Ceny też są ciekawie. Im gorsze mieszkanie, tym droższe (a na pewno depozyt wyżyszy – czyżby właściciel planował „uzbierać” na remont w przyszłości?).

Trzymajcie kciuki, abym w końcu coś znalazł zanim trafi mnie przysłowiowy szlag.

Mefisto