#116. Drugie urodziny bloga

No i stało się! Blog skończył dwa latka! (jeszcze pół i będzie sięgał głową ponad stół)

Dokładnie dwa lata temu pojawił się na tym blogu pierwszy wpis (który możecie przeczytać tutaj). Zakładając bloga szukałem sobie zajęcia, aby zabić trochę czasu i powalczyć z nadmiarem negatywnego myślenia. Ale przede wszystkim chciałem się dzielić tym, co lubię, a gry są moją pasją. Cieszę się, że blog nie umarł, że nie poddałem się swoim słabościom i dalej trwam w pisaniu. To działa terapeutycznie. I wyrabia regularność!

Rok temu napisałem, że chciałbym napisać kolejną urodzinową notkę i oto stało się: mamy kolejny rok życia Diabła, połówki (dlaczego z małej litery?) i Smoczyńskiego. Nauczyłem się tego, że jeśli masz odwagę złapać swoje życie za fraki, to napisze ci ono najpiękniejszy, choć niekiedy szalenie męczący scenariusz. Szarpię się z losem do upadłego i przeżywam moją własną historię najlepiej jak umiem. Nie będę bohaterem z gry, nie zbawię świata, ale przynajmniej nie będę się nudził. Może i czasem na to pomarudzę, ale koniec końców przeżywam przygody, które zostaną w mojej pamięci na zawsze – chociażby poprzez wpisy na tym blogu.

Pisząc, że nie będę bohaterem popełniam mały błąd. Na swój sposób jestem bohaterem tego bloga – postacią, która występuje tutaj jak w opowiadaniu. Z taką różnicą, że istnieję też poza liniami tekstu, jestem prawdziwy, można mnie dotknąć (aczkolwiek proszę tego nie robić). Razem ze mną bohaterami są połowka (znowu z małej!) i Smoczyński. We trójkę patrzymy na świat z naszej perspektywy – bez nich nie miałym tyle motywacji, aby cieszyć się chwilą i pisać o tym. Dziękuję Wam, moje pyszczki, za życie pełne wrażeń!

Podziękować też muszę wszystkim czytelnikom bloga, a także moim najaktywniejszym komentującym: Anoia’i, Celtowi oraz Nisi, którzy od samego początku zostawiają tutaj ślad po sobie! Dziękuję Wam bardzo mocno!

Wierzę, że te dwa lata to dopiero początek mojego pamiętnika. W sercu czuję dziwną siłę, aby pisać i dobrze się przy tym bawić!

To teraz zostaje starać się, aby dotrwać trzeciego roku… 😉 No i może zacząć pisać Połówka (z wielkiej litery), bo to w końcu też osoba… 😉

A na sam koniec: urodzinowe ciasto w garnku! 😉

IMG_20160723_142057

Skład: rodzynki, galaretka, reszta ciasta 😉

Mefisto

Reklamy

#111. No cóż

I minęły cztery tygodnie intensywnej pracy, zabawy i nauki. Czas leci tak szybko, że czasem zastanawiam się, ile więcej mógłbym zrobić, a potem zaczynam pisać notkę i stwierdzam, że robię za dużo na jeden wpis. 😉

Zacznę wesoło. Smoczyński nauczył się pierwszego słowa, które wypowiada z prawie pełną świadomością. DAJ. DAJ. DAJ. Aż mi się „Gdzie jest Nemo” przypomniało.

Grunt, że spotykani ludzie w polskich sklepach reagują na to śmiechem. Widok brzdąca walczącego z połówką o sznurki w bluzie jest uśmiechogenny. 😉 Dodatkowo lubi sobie (po swojemu) pośpiewać, co brzmi przezabawnie, bo uporczywie stara się trzymać rytmu, ale mu nie wychodzi. 😉 Lubi też sobie powarczeć. W jednym supermarkecie tak warczał na jednego faceta, że ten uciekał w inne alejki jak nas widział. A ja myślałem, że do takiego efektu trzeba dużego, groźnego psa, a nie plującego na siebie niemowlaka… 😉

Smoczyński również coraz lepiej chodzi, więc pozwalamy mu biegać po mieszkaniu. Mały wariat pierwsze co robi, po znalezieniu się na podłodze, to leci do kuchni. Po co? Romansować ze zmywarką. No cóż, serce nie sługa… Przynajmniej „wybrankę” mogę mieć na oku. 😉 A muszę rzec, że to porządna partia, bo zmywa naczynia doskonale!

Byliśmy też kupić mu mleko modyfikowane i zobaczyliśmy to:

IMG_20180420_100512

Ale żeby mleko dla dziecka kraść? Mam naprawdę złe zdanie o ludziach i to wcale nie poprawia mojej opinii o nich. No cóż…

Wymyśliliśmy też sobie, aby zainwestować trochę czasu w rodzinne eskapady. Zerknąłem nawet na mapy, ale naszym głównym przygotowaniem było zainwestowanie w laptopa, na którym moglibyśmy oglądać filmy, pisać notki… Połówka wyskoczyła ze swoim dawnym marzeniem, aby znów mieć Alienware’a, czyli laptopa nakierunkowanego na gry (jednego mieliśmy i sprzedaliśmy). Idea grania w gry na przenośnym urządzeniu mi się spodobała, więc dałem połówce wolną rękę i staliśmy się posiadaczami Alienware’a 13 R2, czyli mniejszej wersji klasycznego laptopa gamingowego (czyli, dla niezorientowanych, wielkości zwykłego laptopa biurowego). Nie inwestowaliśmy w nowe urządzenie tylko odnowione (refurbished), które w sumie poza kilkoma zarysowaniami na tylnej ścianie ekranu, wygląda na kompletnie nowy.

Przez około 30 minut mieliśmy tam Windowsa 10. Świeży, nieruszany Windows, zainstalowany przez profesjonalny serwis… I przez 30 minut, do przeinstalowania systemu na inny, myśleliśmy, że dysk jest popsuty. Nie był. To Windows tak zacinał. No, Microsoft, toście mnie przekonali do waszego najnowszego systemu…

Swoją drogą niezła z nas rodzina geeków, która wypady za miasto zaczyna od kupienia laptopa… No dobra, po prostu chcieliśmy go kupić, a powód się dorobiło. 😉

Aczkolwiek laptop okazuje się zbawienny dla połówki, która z racji choroby często jest przykuta do łóżka i nie ma jak zabijać nudy. 😉

Ze świata gier: twórcy Aragami ogłosili, że w maju tego roku wyjdzie dodatek do gry o nazwie Nightfall (link do atykułu). Bardzo mi ten tytuł przypadł do gustu, a dodatek prezentuje się równie dobrze, zatem pozostaje nic tylko czekać! 🙂

Podczas okresu świątecznego nastąpił spodziewany wysyp promocji na gry oraz kilka darmowych tytułów: w tym jeden, nad którego zakupem się zastanawiałem, a skoro dają za darmo… Przy okazji dowiedziałem się o istnieniu kilku tytułów, które chciałbym zakupić, więc moja „lista życzeń” została zuaktualizowana. 😉 A portfel wyje boleśnie, bo czeka go dieta…

Niefajne wieści są takie, że Ghost of a Tale się zbuntowało i po aktualizacji nie chce się odpalić. „Pracuję nad tym”, ale się nie śpieszę. Twórcy wszak stwierdzili, że nie widzą problemu w zrobieniu pingwinowej wersji gry, co byłoby niezwykle miłe z ich strony. Chociaż ta wiadomość pochodzi bezpośrednio z ich konta, to ręki sobie uciąć nie dam, że na 100% tak będzie.

Co mnie za to cieszy: Rise of a Tomb Rider wyszedł Linuxa i Maca w tym miesiącu (a dokładniej 19 kwietnia)! Zawsze lubiłem Square Enix, ale teraz to ich po prostu kocham! Wciąż czekam też na premierę kolejnego epizodu SWTOR, który ma ukazać się – jak się jednak okazało – w maju.

Jeśli chodzi o nieprzyjemności to odwołano mi dwa spotkania z lekarką z rzędu. „Bo ona za dużo pracuje i nie mogą jej tyle płacić”, więc póki co nie mam co liczyć na wizytę i jakiekolwiek badania. Próbują za to na siłę umówić mnie z lekarzami, których nie znam, i których poznać nie chcę. Z wielu względów: nie chcę omawiać moich problemów od nowa, nie chcę się w ogóle męczyć z zapoznawaniem lekarza, nie mam kompletnie ochoty, aby mimo moich wywodów i starań, zostać olanym. I boję się, że nowy lekarz = nowa metoda leczenia, która niekoniecznie może być dobra, a tylko zmarnuje czas. Mogę jedynie dzwonić i pytać się, czy moja lekarka już pracuje. Czy tylko mi wygląda to na absurd?

Mieliśmy też jednego dnia dwa incydenty na drodze. Pierwszy: jakiś baran chciał się z nami ścigać na światłach. Nie byłoby w tym nic złego, bo my nie mieliśmy zamiaru się ścigać, więc wystarczyło go olać. Niestety mistrz kierownicy zajeżdżał nam niebezpiecznie drogę i mało nie spowodował zderzenia, więc na światłach (gdzie musiał się zatrzymać z powodu innych aut), połówka wysiadła i zdrowo go ochrzaniła. Trzy raz większy koleś kulił się ze strachu. Bezcenny widok!

Druga sytuacja to był cud i popis umiejętności połówki. Z podporządkowanej wyjeżdżała kobieta i robiła to w momencie, kiedy my byliśmy naprzeciwko niej. Połówka na szczęście odbiła tak, aby ona w nas nie uderzyła, a my nie wpadli na drugi pas na jadące z naprzeciwka auta. Oczywiście nie odbyło się bez ostrego hamowania! Najgorsze jest to, że babsztyl był nienormalny, bo ta kobieta jechała za nami, klaskała w dłonie i robiła nieuprzejme miny. No cóż…

Tyle atrakcji po to, aby kupić świeży chleb i słodycze w polskiej piekarni… Przynajmniej ciastka były dobre.

IMG_20180407_110409

Pomimo starań, ciasto również odczuło skutki gwałtownego hamowania – mimo wszystko i tak najlepiej z nas wszystkich

Aczkolwiek posyłanie połówki po słodycze to nienajlepszy pomysł, bo wysłanie jej po pudełko rogalików kończy się tym:

IMG_20180420_113508

Ponad 2 kilogramy rogalików… Najwyraźniej muszę zacząć precyzować wymiary pudełka. 😉 Dobrze, że można je mrozić.

Ponadto sytuacja u mnie w pracy jest na tyle nieprzyjemna, że być może seria Z życia urzędnika doczeka się swojego końca (przynajmniej dla tego biura). Żebym wiedział o co im wszystkim chodzi to pewnie bym to wyjaśnił, a tak to napiszę krótko: no cóż… Tyle tylko złego, że miałem ze stresu trzy tygodnie przerwy od wszystkiego, przez co popadłem w doła i miałem chwilę zwątpienia we wszystko (włącznie z prowadzeniem bloga). Przeżyłem i walczę dalej, innego wyjścia nie mam!

Co do truskawki to dalej nie rośnie… Za to w chińskim supermarkecie kupiliśmy bok choy (albo pak choy – szalenie podobne są), który zaczął rosnąć. Wsadziliśmy go w puszkę po pomidorach, daliśmy wody i mamy nietypowego kwiatka o długości około 40-45cm (póki co). Ziemniaka też kiedyś tak posadziliśmy i urósł na ponad metr… No cóż…

Wiecie co robi się, gdy na dywanie jest plama, a wy nie macie odpowiedniego środka do czyszczenia dywanów, a w okolicznym sklepie jest pod tym względem pustka? Kładziecie chusteczkę na podłogę i przyklejacie ją taśmą. I, co gorsze, to nie jest najdziwniejsza rzecz, jaką w życiu robiłem…

Przynajmniej brud się nie roznosił…

Z kwestii blogowych: zakładka O MNIE została zuaktualizowana i będzie aktualizowana jeszcze trochę. To, co chciałem wstępnie tam wrzucić, to wrzuciłem. A cała reszta sobie poczeka. Co do Kącika Technicznego to… pisze się! I to na tyle aktywnie, że mam nadzieję, iż pierwsza środa w maju będzie należeć do niego. Ale obietnic nie robię, bo życie bywa przewrotne!

No i na sam koniec: pyknęło nam magiczne siedem lat pokręconej znajomości z połówką. Jak sobie pomyślę, ile razem przeszliśmy, to zastanawiam się, jak się ta bajka nazywa. A, wiem. ŻYCIE! I tylko trzy raz musiałem połówce przypomnieć, że tego dnia świętowaliśmy naszą rocznicę… Za pierwszym razem jeszcze bym zrozumiał, ale te dwa kolejne razy (niemal jeden po drugim)? 😉 No cóż!

Mefisto (aka Japeś) – wyjaśnienie już wkrótce!

#106. (Prawie) najdłuższa notka świata

Muszę zacząć ten wpis smutnym akcentem, ponieważ truskawka, którą dostałem na urodziny, a którą zasadziłem na początku stycznia ani myśli wyrosnąć. Podejrzewam, że to wina ziemi suchej jak wiór – pewnie leżała sporo czasu i była źle przechowywana, to uschła. Razem z połówką próbujemy coś zdziałać, chociaż myślę, że trochę za późno reagujemy.

Wesoło minęły za to dwa i pół tygodnia spędzone sam na sam ze Smoczyńskim. Cóż, mieliśmy kilka scysji, przyznam bez bicia, ale generalnie nie było najgorzej. Oglądaliśmy Yokai Watch i Mission Lolz, drzemaliśmy gdzie popadnie, graliśmy w gry i praktykowaliśmy sztukę chodzenia. Ponadto przekonałem się, że stan moich włosów poprawił się diametralnie, bo Smoczyński zrobił z nich linę do wspinaczki i nie wyrwał ich za dużo.

Przekonałem się też, że na firanach można się bujać, można też je żuć. Tego drugiego dowiedziałem się, kiedy zostałem połaskotany w nogę i zauważyłem, że mój syn nie spał uroczo obok mnie – jego w ogóle obok mnie nie nyło. Z racji faktu, że śpimy na łóżku, a Smoczyński już udowodnił, że ma zapędy do skakania z brzegu materaca, dostałem takiego kopa adrenaliny, że wystarczył mi na tydzień. Na szczęście berbeć siedział obok moich nóg i zajadał się firaną.

firanozjadus

Smoczyński (łac. Firanozjadus Draconis) podczas polowania

Najciekawszym doświadczeniem była jednak obserwacja tęsknoty i sposobu w jaki ta mała istotka ją wyraża. Marudzenie, problemy ze snem, ale też radość, kiedy prowadziliśmy wideorozmowę z połówką. Oczywiście na początku było zdziwienie, że rodzica można upchnąć do telefonu, ale z każdą rozmową coraz więcej było uśmiechów i prób zjedzenia urządzenia… Każda moja rozmowa z połówką sprawiała, że para ciekawskich oczu podążała za mną, zastanawiając się, jak może być ją słychać, ale nie widać.

Powrót jednak był dniem, który zapamiętam na zawsze. Głównie dlatego, że Smoczyński zrobił nam taki numer, że do dziś nie wierzę jak to się mogło stać. Jednakże to jak on się zachowywał widząc połówkę było niesamowite. Wpierw był szok pomieszany z radością. W końcu połowa przez dwa i pół tygodnia mieszkała w telefonie. Potem była radość z lekkim fochem. No bo jak tak dziecko zostawiać na ponad dwa tygodnie! Skandal! Ale koniec końców była miłość i dużo przytulania, wsłuchiwania się w ukochany głos i, po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni, Smoczyński zasnął bez walki. Bo w końcu wszystko było tak, jak należy.

Sam poczułem się lepiej mając u boku kogoś, kto może pomóc mi zająć się firanozjadem. 😉

Połówka odwiedziła kilku lekarzy, a rokowania nie są najlepsze: jest duża szansa, że jej choroby nie da się już wyleczyć, można tylko zaleczać. Mimo tego dostała sporo różnych lekarstw, w tym jedno robione specjalnie dla niej, więc liczę na minimalną poprawę. Cóż, oboje ze Smoczyńskim na to liczymy! Jeśli to się nie sprawdzi to zostaje leczenie szpitalne.

Wraz z powrotem połówki, dostałem kilka dodatków do gry Sims 4: Psy i Koty (w wersji elektronicznej), Miejskie Życie, Zjedzmy na Mieście oraz akcesoria: Romantyczny Ogród i Kino Domowe. Cóż, zamiast tego połówka miała kupić Wampiry oraz akcesoria: Pokój Dzieciaków i Zabawa na Podwórku, ale ktoś pomylił pudełka. 😉 Mimo tego pojawi się recenzja Simsów – nie wiem tylko jak opisać tak obszerną grę, bo sam posiadam już kilka dodatków. Chyba po prostu podzielę to na kilka wpisów i opiszę na podstawie przeżyć mojej ofiary… *ekhem* stworzonego Sima. 😉 Chociaż może nie powinienem nic o tym pisać, bo jeszcze przypadkiem wyjdzie jak spaczoną mam psychikę! A w sumie… Wy to już i tak wiecie… 😉

IMG_20180324_223648

Połówka sprezentowała mi też bluzę i koszulki, które oddają moje „ja” w 100%. 😉 Oczywiście rozmiarówka taka, aby „mogła pożyczać”. Pfff!

Smoczyński także dostał kilka zabawek i tony ubranek, w tym porządną kurtkę i kamizelkę, co mnie cieszy, bo z poprzednich już wyrósł.

Po powrocie połówki poszliśmy – zgodnie z moją obietnicą – do naszej ulubionej knajpki z chińskim jedzeniem i zafundowaliśmy sobie porządny lunch i bubble tea, czyli herbatę z mlekiem i tapioką. Dodałbym zdjęcia, ale kto myśli o robieniu zdjęć ulubionemu jedzeniu? Na pewno nie my! (dlatego też nie ma za często wpisów o azjatyckich łakociach – po prostu zjadamy je szybciej niż ja jestem w stanie zrobić im zdjęcia). W sumie to poszliśmy tam znowu w piątek i jednak udało się szybko zrobić zdjęcia (nim jedzenie padło naszą ofiarą).

Kolejną rzeczą jest to, że przyśnił mi się ciekawy sen i cały czas chodzi mi po głowie. Zacząłem nawet szkicować postaci z tego snu, chociaż od dłuższego czasu nie mam ochoty nic rysować. Tak mocno mnie to dręczy, że ułożyłem sobie cały „szkielet” opowieści. Postaram się wygospodarować trochę czasu i, jeśli wena będzie łaskawa, może coś z tego będzie.

18

Pierwszy szkic. Podejrzewam, że wygląd postaci zmieni się kilku(set)krotnie. Ciężko się rysuje trzymając tablet na kolanie…

Wracając jeszcze do świata gier: dowiedziałem się, że Ghost of a Tale w końcu zostało ukończone! Aczkolwiek twórca zrobił psikusa i stare zapisy nie działają, ponieważ zostały dodane nowe elementy, których w początkowych wersjach gry nie było. Także nie pozostaje mi nic innego jak przysiąść do gry i zacząć wszystko od nowa. 🙂

Z kwestii blogowych: pracuję nad Kącikiem technicznym i zakładką O mnie, ale ostatnio idzie mi to jak krew z nosa. Pocieszam się tym, że mimo tego idzie to jakoś do przodu. Nie umiem się zmotywować, aby zająć się tym porządnie, ale w ostatnim czasie doszło mi problemów do rozwiązania i to pochłania moją uwagę. Aczkolwiek całkiem dobrze pisze mi się Bunt Kaczek, więc przygotujcie się na kolejne wpisy! 🙂

Zdarzyło się też, że Anglię „zasypało”. Cóż, śniegu dużo nie było, ale ten kraj nie jest gotowy na zimę. Brak zimowych opon w większości aut, ludzie kompletnie nie rozumiejący i nie potrafiący odkopać samochodów ze śniegu (rękoma ciężko się to robi). Osobiście skorzystałem na pogodzie i pracowałem z domu.

A tutaj macie filmik z wyprawy do sklepu (tym razem z muzyką). Angielskie wsie całkiem ładnie wyglądają pod śniegiem.

Notka wyszła okropnie długa, ale trochę rzeczy się działo i kilkoma ekscytującymi informacjami chciałem się podzielić. Jest jeszcze sporo rzeczy, które mógłbym dodać, ale byłoby to swoiste „never ending story”, a niektóre reklamy papieru toaletowego mogłby z „niekończącej się rolki” przejść na „tak długa, jak notka Diabła”. 😉

No i nie chciałbym, aby WordPress przypadkiem ustawił jakieś limity z mojego powodu… 😉

Mefisto

#104. Z życia urzędnika cz.4

Bycie urzędnikiem z czasem staje się stylem życia. Codzienność tętni pracą, która powolutku wkrada się do umysłu, programując go do bycia kolejną maszyną od papierkowej, biurokratycznej roboty. Przed tym nie da się uchronić, nie da się uciec – to czyha i stopniowo zamienia cię w zombie powielające schemat dnia na swój własny, monotonny, ale i zabawny sposób.

Pomimo powtarzalności każdego dnia, zdarzają się chwile tak unikatowe, że wryją się w pamięć do końca życia, a może nawet i dłużej.

Pamiętam dzień, kiedy wystukając kolejny list na klawiaturze, miałem okazję przeżyć trzęsienie ziemi. I to nie byle jakie. Z każdą chwilą stawało się coraz mocniejsze, ale – co okazało się gorsze – jego powód był zaprzeczeniem całej logiki, w którą wierzę. Otóż, epicentrum trzęsienia było ruchome i była nim filigranowa panienka w butach na obcasie, która tupiąc, poruszała całą podłogę. Im bliżej podeszła, tym mocniej podskakiwałem na krześle, a im dalej się znajdowała, tym bardziej moje pośladki dziękowały losowi, że to już koniec. Panienka chadzała kilkanaście razy dziennie to drukarki, więc każdego dnia czułem się jak po wywiadówce. W końcu jednak przenieśli jej zespół gdzie indziej: prawdopodobnie z obawy, że w końcu coś się zarwie.

Innym razem całe biuro zostało sparaliżowane przez nieoczekiwany atak na budynek. Któż mógłby zaatakować nas na takim wygwizdowie? Terroryści? Zorganizowana grupa przestępcza? A może głodne wiewiórki? Ja rozumiem, że widok wiewiórki to rzecz dziwna w biurze, ale panika z tego tytułu to chyba przesada. Przecież one nie były uzbrojone! Oczywiście potem był szlaban dla nas na otwieranie okien, co w upale i braku klimatyzacji dało się we znaki.

Pozostając przy temacie terrorystów, po zamachach w Londynie wprowadzono u nas stan gotowości. Polegało to na tym, że mieliśmy się legitymować identyfikatorami na polecenie ochrony. Nie pracowałem wtedy często w biurze, ale będąc tam, wpadłem z moją plakietką i zaprezentowałem ją znudzonemu życiem człowiekowi na recepcji, a ten, z nieukrywanym błyskiem w oku, odrzekł, że to pierwszy raz, jak ktoś tak zrobił. I teraz pytanie: kto bardziej jest piekielny? Ludzie, którzy nie stosują się do zaleceń, czy ochrona, która nie wymaga ich respektowania? A to wszystko na karb naszego bezpieczeństwa!

Jedno wiem na pewno: będąc urzędnikiem nie można się nudzić.

Mefisto

#102. Od serca

Trochę czasu minęło od takiej zwykłej, pamiętnikowej notki. Nie czułem się jednak na siłach, by pisać coś prywatniejszego, bo męczy mnie chorobowo-zimowa chandra i teraz więcej mam chwil, gdzie mi się nie chce niż chce. Chociaż patrząc na to z innej strony, jeśli jestem w stanie organizować sobie życie, kiedy mi się nie chce, to ile osiągnąłbym, gdyby mi się chciało?

Pomimo podłego nastroju życie toczy się dalej, a ja szukam pozytywów przecierając zmęczone oczy.

Wróciłem do pracy z urlopu rodzicielskiego. W ostatnim czasie jedyne miłe, co mnie spotkało to prezent dla Smoczyńskiego i kartka z gratulacjami.

Co do Smoczyńskiego to już trzeci raz modyfikuję fragment wpisu o nim, bo cholera jedna na tyłku nie usiedzi tylko ewoluuje jak nienormalny. Najpierw miało być, że wyszły mu dwa zęby, chwilę potem, że uczy się siadać, teraz umie już siadać i w ekspresowym tempie opanowuje stawanie i chodzenie. W takim tempie to do pierwszych urodziń skończy studia z wyróżnieniem! A tak na poważnie: jestem dumny, że z radością na twarzy robi krok do przodu (nawet, jeśli leci przy tym na twarz). 🙂

Z okazji pierwszych ząbków dostał Jibanyana, którego jest wielkim fanem i wręcz zgłupiał ze szczęścia, kiedy go sobie odpakował. Udało się uwiecznić jego radość na nagraniu i możemy wracać do tego dnia z uśmiechem.

IMG_20180224_135216

Światowy Jibanyan – przyjechał z Korei Południowej. Lokalne Jibanyany cierpiały na dziwne wodogłowie 😉

Z rzeczy niefajnych: pomoc, jakiej udziela mi angielska służba zdrowia jest tak świetna, że wątpię, abym kiedykolwiek z czegokolwiek się wyleczył. W szpitalu wykryto mi fakt, że moja tarczyca uprawia autoagresję. Zdarza się. Na szczęście się trzymam i póki co nie trzeba leczyć, trzeba kontrolować. Poszedłem więc do lekarzy, poprosiłem o badania. Zrobili wszystkie tylko nie tych, co trzeba. Przy okazji wyszła mi okropna anemia. Przynajmniej wytłumaczył się fakt, czemu mogłem włosy z głowy dosłownie wyjmować. Co zabawne, anemia jest silnie połączona ze stanem mojej tarczycy. Lekarka oponowała przed kolejnymi badaniami, ja nalegałem i się ugięła. I co? Dzwoniono do mnie z przychodni – cytując panią doktor: „trzeba robić badania, tarczyca w końcu kiedyś mnie zawiedzie”. No bez jaj, Sherlocku… Jakbym podczas każdej wizyty tego nie mówił, to bym się ucieszył z tej sztucznej troski…

Zaletą mojego stanu zdrowia jest na pewno to, że nie mogę za bardzo spać, więc piszę notki i gram w gry. Z tego tytułu wpisy z grami będą się pojawiać częściej, inaczej mam tych wpisów na niemal pół roku w przód… Oczywiście napisanych. Multum gier wciąż czeka na opisanie, w drugie multum obecnie gram.

Co do gier to prawie umarłem z radości, kiedy Feral Interactive zapowiedziało port Rise of The Tomb Raider na linuxa. Po zagraniu w Tomb Raider z 2013 roku, polubiłem serię i kontynuacja przygód będzie fajną sprawą. Współczuję tylko Larze, bo tyle razy, ile ona zginęła, to nie zginęła mi jeszcze żadna postać. I to potwierdza tylko moje twierdzenie, że z kobietami nie umiem się obchodzić.

Smoczyński lubi aktywnie ze mną grać, ale zanosi się płaczem, kiedy biję się np. z zombie w Dead Maze. Za to jak one mnie tłuką to już jest dobrze, bo się cieszy jak opętany. Jak nic bawi go moja krzywda! 😉

Połówka pojechała za to na leczenie do Polski na ponad dwa tygodnie. Prawie by się to nie udało, bo w pracy dostanie urlopu to rzecz niemal niemożliwa. Oczywiście dotyczy to mnie. Jeszcze do końca maja muszę wybrać resztę urlopu i nie wiem jeszcze, jak to zrobię.

Ostatnio też doszedłem to wniosku, że Anglia to dziwny kraj. Mamy do wyboru dwa duże sklepy w odległości 3.50 mili i 10 mili. Zgadnijcie, do którego jeździmy? Oczywiście do tego oddalonego o 10 mil. Dlaczego? Bo jedzie się szybciej, płynniej (ile dużo mniej benzyny się zużywa!), widoki to śliczne pola i niewielkie obszary mieszkanie w stylu angielskich wsi (które są naprawdę ładne), a i idiotów rowerowosamochodowych jest dużo mniej, że nawet się tego nie odczuwa. Jeździmy do Clevedon i cieszymy się z rodzinnych zakupów – Smoczyński w swoim nowym foteliku (w którym więcej widzi) przeżywa każdy wyjazd albo smacznie śpi, a my delektujemy się podróżą. Nie pamiętam, kiedy ostatnio podróż autem była tak przyjemna! A Clevedon jest śliczne i ludzie są milsi, mniej sfrustrowani.

Miło tak po prostu jechać bez obawy, że ktoś w ciebie wjedzie z powodu własnej głupoty.

O, ile się tego nazbierało. A to i tak nie wszystko. Do momentu, aż tego nie napisałem, nie miałem świadomości, ile rzeczy się ostatnio działo. Życie pędzi nieustannie, a ja czasem nawet nie zdaję sobie z tego sprawy. Albo zwolnię, albo będę pisał więcej takich notek, albo notki będą długie jak papier toaletowy… 😉

Mefisto

#099. Sto razy

Screenshot at 2018-02-04 00-13-09

Ciężko w to uwierzyć, ale to już mój setny post na tym blogu. Numeracja na to nie wskazuje, ale to wszystko przez to, że pierwsza notka zaczęła się z numerkiem #000. Jakby tego było mało to zbliża się druga rocznica istnienia bloga. Patrząc na to wszystko, zastanawiam się, gdzie podział się ten wiecznie zmęczony i zdemotywowany Diabeł, który kasował bloga po najwyżej roku czasu…

Muszę – o dziwo – przyznać, że czuję się zadowolony z rozwoju bloga. Wszakże idzie on do przodu, wpisy pojawiają się regularnie, a ja staram się wyszukiwać tematów, o których można coś napisać. Niektóre tematy znajdują mnie, bo ledwie wróciłem do pracy z urlopu i już mam pomysły na kilka notek z życia urzędnika… Także wszystko jest na dobrej drodze, aby ten blog przetrwał jeszcze trochę.

W ramach urozmaicenia postanowiłem też otworzyć kącik techniczny, gdzie skupię się na technologii, którą sam lubię używać, gadżetach gamingowych i tym podobne. Mam nadzieję, że Smok będzie w tym kąciku stałym gościem, ale także weźmie się w końcu za swojego bloga, którego zakłada już od kilku miesięcy. 😉 Pierwszy wpis pojawi się może nie tak niebawem, ale na pewno wkrótce (precyzjny sposób na niesprecyzowanie daty). Wyjątkowo kącik techniczny będzie się pojawiał w – najprawdopodobniej – co drugą środę każdego miesiąca.

Wróciła też zakładka kontakt, gdzie można spokojnie pisać na wszelkie tematy – nawet, jeśli chce się tylko pogawędzić poza „widokiem publicznym”. 😉

Kolejną zmianą jest to, że blog dorobił się swojego twittera, gdzie, poza powiadomieniami o nowych notkach czy ciekawostkach, wylądują też linki do wszystkich promocji i darmowych gier. Zdecydowałem się na to z tego względu, iż wordpress nie obsługuje widżetów na telefonach i tabletach, a to bardzo nieładnie z ich strony. Jedynie linki do stałych promocji zostaną w niezmienionej formie (czyli np. link do darmowych gier od Origin). Twitter oczywiście zostanie dodany jako widżet na stronę, więc wciąż będzie można dostać się do promocji poprzez blog.

Troszkę posprzątałem w zakładce GRY i liczę, że inne zakładki w podobny sposób uporządkuję. Zamierzam też w końcu zaktualizować zakładkę O MNIE na coś przytulniejszego. W wersji desktopowej po lewej stronie (przy nazwie bloga) są ikonki-linki do mojego konta na YouTube, Twitterze oraz Steamie. Linki te są również dodane do LINKÓW.

To tyle, jeśli chodzi o zmianę. Liczę tylko, że uda mi się skończyć je przed drugą rocznicą bloga (abym mógł wymyślić coś innego do tego czasu). 😉

Mam cichą nadzieję, że następny tego typu wpis pojawi się w ramach na dwieście wpisów, ale bardziej cieszyłby mnie fakt, gdyby udało się napisać takie coś z okazji pięciuset notek, bowiem zajęłoby to około 8 lat (pisząc średnio jedną notkę na tydzień). Kto wie… Może jak się postaram, to się uda? 😉

Mefisto

#089. Republika Hałasu: tym razem wierszem

Ćwierka ptaszek nam cichutko,
Dom budując pod dachówką,
By wprowadzić swą rodzinę
I zaśpiewać nam przed świtem
Swoją krótką opowiastkę
Jak to żyje się pod miastem,
Gdzie kosiarka w ruch jest pchnięta;
Kosi trawę, choć ta ścięta.
Śpiewa ptaszek o przygodach,
O psach skrytych w swych ogrodach,
Co szczekają już od rana,
Nawołując swego pana,
Aby wpuscił ich do domu,
Lecz otworzyć nie ma komu.
Zagubieni wśród spraw wielu,
Wybacz, drogi przyjacielu,
Pamięć ludzka krótka jest,
Więc w ogrodzie został pies.
Wnet ktoś młotkiem hałasuje,
Spokój wszystkim wokół psuje.
Bo to miejscy są szkodnicy:
Trzej panowie budowniczy.
Krzyczą, plują, ścianę kłują,
Piękny dom tak demolują.
Meble z domu uciekają,
Na ratunek nie czekają.
Wyszły okna, wyszły drzwi,
A futryna smacznie śpi.
I tak głośno jest tu czasem,
Kiedy mieszka się pod lasem,
Bo panowie dom budują
I się nigdy nie litują.
Ćwierka ptaszek, szczeka pies,
Tylko kotek cicho jest.

Mefisto